• Wpisów:21
  • Średnio co: 80 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 23:04
  • Licznik odwiedzin:2 816 / 1767 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Założyłam nowego bloga, również w oparciu o "Pamiętniki..."
http://little.stars.pinger.pl/
prosze wchodźcie, obserwujcie, dodawajcie do znajomych, to dla mnie b.ważne!
 

 
-Co właściwie chcesz zrobić z tymi Salvatore’ami?- zapytał Klaus Kola.
-Mam zamiar się zemścić- odparł spokojnie młodszy brat.
-Zemścić za co? I jak?
-Zemścić za to, że po prostu mam z tymi Salvatore’ami na pieńku od dłuższego czasu. A moja zemsta będzie polegać na tym, że zniszczę miłość Stefana i tej jego śmiertelnej dziewuchy. W dodatku, jak przywrócę Rebekę do życia, to nie będzie wkurzona, bo przyprowadzę jej w nagrodę Stefana. Wolnego.
-Aha. W sumie to dobry pomysł, a…- Klaus zaczął mówić, ale nie skończył.
-A co? Ty też masz jakiś plan, braciszku?- Kol uśmiechnął się złowrogo, czyli jak zawsze.
-Oczywiście. Ja zawsze mam plan- odpowiedział mu uśmiechem, który jeszcze bardziej mroził krew w żyłach.
-Mogę zgadywać?
-Możesz.
-Czy chodzi o tą słodką blondynę, która się prowadza z Lockwood’em?
-Ona ma imię, a nie „słodka blondyna”- warknął Klaus.
-No to jak ma na imię? Wyleciało mi z głowy.
-Caroline- odpowiedział Klaus, akcentując każdą głoskę w imieniu młodej Forbes.
-Caroline i Klaus?- powiedział Kol, uśmiechając się pobłażliwie.- Ale w sumie pasuje- powiedział, widząc złowrogie spojrzenia brata.
*Tymczasem w jaskini*
-Matko… Damon, jesteś jego bratem! Pomóż mu, nie widzisz, że nie daje rady?!- Caroline była bardzo zdenerwowana i tupała, jak pięciolatka, która domaga się zabawki.
-Już no! Chciał sam! Stefan, słyszysz mnie?- powiedział Damon obojętnym tonem, ale dało się w nim wyczuć empatię i troskę o brata.
-Słyszę- wystękał Stefan. Damon postanowił pomóc mu raz, a dobrze. Uklęknął przy nim i szybko wyjął kołek z jego brzucha- Matko!- jęknął młodszy Salvatore i przyłożył twarz do zimnej podłogi. – Dziękuję- powiedział po kilku minutach.
-Lepiej?- powiedziała zatroskana Anna, która jakby ocknęła się z amoku.
-Tak. Dziękuję wam.
-Cwana bestia z tego Kola- powiedziała Caroline.
-Ale co teraz zrobimy z Leną?- zmartwił się Stefan.
-Nie mam pojęcia- przyznała młoda Forbes, kiedy nagle zadzwonił jej telefon.- Halo? Co?! Policja?! W jakiej sprawie pan dzwoni? O matko! Już jadę!
-Co? Co się stało?- Tyler był poruszony. Caroline zaczęła płakać. Wtuliła się w jego umięśniony tors i zaczęła mocniej szlochać.- Caroline? Co się stało?- Dziewczyna podniosła głowę.
-Zamoczyłam ci koszulę- chlipnęła.
-To nieważne. Co się stało? Powiesz nam?
-Jakaś dziewczyna złamała rękę, bo ja pojechałam tu z wami i… zostawiłam te dzieci bez opieki! Jestem beznadziejna! Mogę teraz pójść do więzienia! Jestem taka okropna! Boże! Jedźmy tam!- Forbes wpadła w słowotok, który przerywała tylko chlipnięciami albo większymi falami łez.
Po pięciu minutach byli na obozie. Zapłakana Caroline wraz z przyjaciółmi znaleźli się koło policjanta.
-Aspirant John Robbinson. Zostałem wezwany wraz z pogotowiem, ponieważ dziewczyna spadła z łóżka, czego skutkiem była złamana ręka. Czy mam przyjemność z panią Caroline Forbes?
-T… tak. Kto spadł z tego łóżka? Co jej się stało dokładniej?
-Dziewczyna nazywa się Kamila Wyszyńska. Spadła z górnego łóżka. Nie jest to poważne, ma pękniętą kość promieniową, aczkolwiek będzie miała unieruchomienie gipsowe na sześć tygodni.
-Sześć tygodni? Boże…- Caroline znów zaczęła histerycznie płakać.
-Ma pani zarzut zostawienia dzieci z narażeniem zdrowia.
-Jak to? Pójdę do więzienia?
-Tak albo zapłaci pani kaucję.
Caroline spojrzała na Tylera i znów zaczęła płakać. Sytuacja okazała się patowa.
*Tymczasem w domu Mikaelsonów*
-Dobra, przedstawmy się. Ja jestem Kol- chłopak uśmiechnął się do Leny.
-Wiem.
-Skąd wiesz?
-Caroline krzyknęła „Kol”, kiedy mnie brutalnie porwałeś- burknęła Lena.
-Oj, nie bądź taka pani obrażalska! Nie lubię takich mimoz jak ty! Nie wiem, co Stefan w tobie widzi! A właśnie! Stefan! Mam złe wieści!
-Jakie?- Lena natychmiast wykazała zainteresowanie. Stefan był jedynym tematem, na który mogła rozmawiać z Kolem.
-Pokażę ci- podszedł do krzesła, na którym siedziała i wyciągnął swojego I Phone’a. Po chwili pokazał jej kilka zdjęć, na którym Stefan siedzi na podłodze z dużym kołkiem wbitym prosto w brzuch. Miał całą zakrwawioną koszulę, jak również dłonie i ręce. Siedział na podłodze, a na twarz wystąpiły mu wielkie krople potu.
-Jak mogłeś! Ty oprawco! Ty brutalu! Ty draniu!- Lena rzuciła się na Kola z pięściami. Wtedy pojawił się inny mężczyzna, który natychmiast ją odciągnął i usadził na krześle.
-Dziękuję, Christopher. A teraz idź- powiedział, po czym spojrzał mu przenikliwie w oczy. Christopher posłusznie wykonał polecenie.-Nie denerwuj się tak.
-To ty mu to zrobiłeś!- bardziej zakomunikowała, niż zapytała, Lena.
-Tak, to ja. Ale mnie zdenerwował. Koniec tego tematu. Mam układ do zaoferowania.
-Jaki znowu układ?
-Ty coś dla mnie zrobisz, w zamian za to uwolnię Stefana i on będzie żył.
-Co mam zrobić?- powiedziała bez ogródek.
-Masz pocałować jego brata, Damona.
-Co?! Nigdy! Kocham tylko Stefana!
-Och, dziewczynko, pocałunek to nie miłość. Zastanów się, a ja pójdę się napić. Strasznie mnie denerwuje to moje życie.
Kol wyszedł z pokoju. Zamknął ogromne drzwi na klucz. W kuchni, przy wielkim stole siedział Klaus i coś notował.
-Co robisz, bracie?- zapytał Kol, wyjmując trunek z lodówki.
-Coś- powiedział Klaus, momentalnie zamykając notatnik. Ten tylko buchnął, rozpylając dookoła kurz.-Słuchaj, słyszałem twój szantaż na tej dziewczynie. Skąd weźmiesz Damona Salvatore do tego zadania?
-To akurat najłatwiejsza część planu.
-Czyli?
-Uprowadzę jego dziewczynę.


No i jak Wam się podoba nowy? Komentujcie, będę wdzięczna ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

-Rebekah i pomoc? Bezinteresowna? Nie przesadzasz trochę?- Caroline była niepewna.
-Wiem, co sobie myślicie, ale ja muszę zrobić coś, żeby odzyskać Lenę! Cokolwiek! Choćby się trochę ponarażać Rebece! – wypowiedź Stefana zabrzmiała naprawdę strasznie. Forbes otworzyła i zamknęła usta, jak ryba. Chciała zaprotestować, ale zrezygnowała.
-OK, ale nigdzie nie pójdziemy bez przygotowania. Ty, bierz werbenę i kołki. Czy Wiktoria ma werbenę?
- Nie- przyznała szczerze Wiktoria i poczuła zawód. Lena miała werbenę od Stefana, a o nią Damon się nie zatroszczył. Chciał ją hipnotyzować? A związek Stefana i Leny był prawdziwy. Jej oczy momentalnie zaszkliły się. Damon podszedł do niej i objął w talii.
-Coś się stało?
-Nie- Wiktoria nie chciała go denerwować, a o to było naprawdę łatwo.
-To dobrze- delikatnie pocałował ją w szyję.
-Więc proszę- Tyler uśmiechnął się, podając jej kilka gałązek werbeny. Damon delikatnie się odsunął.- Przepraszam, że nie masz bransoletki czy wisiorka, ale nie ma na to teraz czasu.
-Jasne, rozumiem- mruknęła.
-Więc wychodzimy- zarządził Stefan i już po sekundzie ładowali się do pick-upa Lockwooda.
*Jaskinia*
Rebekah leżała na zimnej, kamiennej podłodze, tuż obok, kłócących się, Katherine z Eleną. Była coraz bardziej wycieńczona. Czekała na Kola i Stefana, jak na zbawienie. Wreszcie usłyszała kroki.
-Witaj, siostrzyczko- powiedział, uśmiechając się złowrogo.
-Hej, Kol. Nie masz ze sobą dziewczyny?
-Jakiej dziewczyny?
-Tej, którą porwałeś?- Rebekah wysiliła się na uśmiech rodem brata.
-Nie, ale mam pomoc, żeby cię uwolnić. Chodź!- powiedział, a do pomieszczenia wszedł inny mężczyzna.
-Klaus? Co ty tu robisz?
-Pomagam Kolowi i tobie. Rodzeństwo zawsze razem, tak ?- powiedział, choć zaczął się śmiać z własnych słów.
Rebekah lekko się zlękła, ponieważ Klaus, jako starszy brat, zawsze wzbudzał w niej strach.
-Zaraz cię uwolnimy- powiedział Kol. W tym samym momencie w celi pojawili się bracia Salvatore wraz z Bonnie, Anną i Wiktorią.
-Och, mamy towarzystwo- powiedział Kol, znów się śmiejąc.
-Kto ich tu zwołał?!- zdenerwował się Klaus.- Ty? Rebekah, ty?!
-Nie- wyparła się siostra.
-To dobrze, bo byłoby.. .źle- ostatnie słowo Klaus tak zaakcentował, że Rebekę przeszły dreszcze. Postanowiła być nieugięta. W końcu nie była jakimś sprzymierzeńcem Salvatore’ów i całej reszty, powiedziała im tylko, że Kol ma Lenę, to już była wystarczająca pomoc. A jednak…. Nieuczciwość wobec Stefana dziwnie ją przygnębiała.
Klaus i Kol otworzyli klatkę i dziewczyny mogły wyjść. Wtedy do Kola podszedł Stefan. Dzieliło ich dosłownie dziesięć centymetrów.
-Oddaj Lenę- powiedział zimnym głosem.
-Bo co?- powiedział Kol, nadal będąc rozbawionym.
-Bo chcę. Bo proszę. Bo mi zależy- Stefan mówiąc to, starał się nie okazywać emocji, jednak przy ostatnim zdaniu lekko załamał mu się głos. Mikaelson parsknął krótkim, urywanym śmiechem.
-Ale mi się ona podoba. Siedzi sobie… gdzieś- zrobił nieokreślony ruch ręką.- Jest mi potrzebna do planu.
-Ona nie jest przedmiotem- powiedział twardo młodszy Salvatore.
-Przykro mi, dla mnie jest- znów się roześmiał. W tym momencie Stefan dał mu w twarz. Kol dostał tak siarczysty policzek, że aż przewrócił się. Po chwili podniósł się i powiedział bardzo nieprzyjemnym głosem:
-Przesadziłeś.
Odwrócił się i sięgnął do kieszeni.
-Na takiego…. Najgorsze- zaklął na Salvatore’a, Kol, po czym się odwrócił i z całej siły rzucił w niego kołkiem. Stefan zgiął się i położył na ziemi, sapiąc. Trafił.
*Poznań, w tym samym czasie*
-Tomasz, co ty tak długo robisz?- zapytała pani Malinowska swojego męża. Tomasz po chwili wyszedł z pokoju.
-Musiałem wziąć paczkę dla Kacperka.
-Co mu znów kupiłeś?- uśmiechnęła się Dorota.
-Wystrugałem mu części do modelu samolotu.
-Nie jest za mały na klejenie modeli?
-Ma już osiem lat, to w sam raz.
-Osiem lat, kiedy nie ma z nami Madzi…- Dorota lekko się rozkleiła.
-Dorotko, to nie jest dobry czas na to…- powiedział Tomasz, obejmując żonę.
-Wiem, ale Magda… Jak patrzę na Milenkę, to widzę też Magdę.
-Wiem, też tak mam. No, ale to zrozumiałe.
-Wiem…- westchnęła pani Malinowska. – Tęsknię za naszą Magdą..
-Och, kochanie! Wszyscy tęsknimy. Magda była kochana, ale… teraz już jej nie ma. Musimy poświęcić więcej czasu Milenie i Szymonowi, naszym obecny dzieciom. Nie możesz zatracić się w tej rozpaczy, rozumiesz?
-Wiem. Było dobrze, ale zawsze jak chodzimy do Kacperka, to wracając wspomnienia- Dorota uśmiechnęła się przez łzy. –Zawsze mi szkoda dziecka. Bez matki…
-Ale ma ojca. Paweł naprawdę świetnie spełnia się w tej roli.
-Wiem.
-Chodźmy już. Kacper nie lubi, jak dziadkowie się spóźniają- Tomasz uśmiechnął się.- Szymon! Idziemy!
Po chwili Malinowscy ruszyli do samochodu.
*Tymczasem*
-Stefan!- krzyknął Damon. Mimo swojej buntowniczej natury, nie chciał śmierci brata. Młodszy Salvatore tylko wystękał coś niezrozumiałego.
-Stefan!- krzyknęła Rebekah. Wszyscy popatrzyli na nią zaskoczeni. Ta jednak nie zwróciła na to uwagi. Podbiegła do Stefana i uklękła przy nim. Czuła jak wolniej oddycha, a z brzucha, za który się trzymał, sączyła się krew. – Boże, Kol! Jesteś zwykłą świnią!- wydarła się na brata.
-Jak możesz tak mówić, siostro? – Młodszy Mikaelson nie tracił swojego humoru.
-Czemu próbujesz go zabić?! Wiesz…- zaczęła, ale nie skończyła.
-Wiem, że ci na nim zależy! Kochasz go!- powiedział Kol.
-Ja…- zaczęła, ale znów nie skończyła. Przytłoczyły ją słowa brata. To przecież była prawda.- Tak- powiedziała tak cicho, że tylko wampiry ją usłyszały.
-Właśnie! Kochasz go! Kochasz!- powtarzał, jak mantrę.
-Tak i co?! Bawi cię to?! Mnie nie! On może zaraz umrzeć!!!-krzyczała, jak opętana.- Ma kołek tuż pod sercem! Pod sercem! Ty myślisz?!
-Pod sercem, wiem! Szkoda, że nie w sercu!- krzyknął Kol. Po chwili podrapał się po głowie i rzekł, już spokojniej:- Kochasz go i zależy ci na nim….- zamyślił się, a po chwili krzyknął bardzo donośnie:- To ty wezwałaś tutaj jego i tą durną świtę!
Rebekah wstała z klęczków i podeszła do Kola.
-Tak. To ja. Żałuję, że ci wyjęłam sztylet. Myślałam, że odnajdziemy Elijah i będziemy żyć zgodnie, mimo, że Finna nie ma, to moglibyśmy żyć zgodnie we trójkę, jak rodzeństwo. A ty na pierwszym kroku niszczysz moje plany i marzenia.
-Twoje chodzące marzenie ma dziewczynę- Kol coraz bardziej zbliżał się do Rebeki.
-Nienawidzę cię- odparła spokojnie. Wtedy Kol wyjął zza siebie sztylet z proszkiem z dębu białego i bez skrupułów wbił siostrze w serce. Twarz Rebeki zrobiła się zielona, a potem szara. Tylko wysapała coś niezrozumiałego i padła jak długa na ziemię.
-Kol, coś ty zrobił?- powiedział Klaus, jednak bardzo spokojnie.
-Uciszyłem ją na jakieś kilkadziesiąt, a może kilkaset lat? Kto wie? Zależy, czy szybko mi przejdzie złość na nią. Teraz chodź Klaus. Trzeba włożyć siostrę do trumienki. A! Mam jeszcze jedno zadanie- podszedł do Stefana, który trzymał się za wbity kołek i szukał sił, żeby go wyjąć. Nie chciał niczyjej pomocy. Musiał to zrobić sam, ponieważ to on sprowokował Kola.
-No, Stefciu, pokaż twarz- powiedział i zrobił mu zdjęcie telefonem komórkowym.- Ach, ta technologia. Kto by pomyślał tysiąc lat temu, ze dziś Kol Mikaelson będzie strzelał foty I Phonem? Ha, to dziwne. Żegnajcie Salvatore’owie i świto Salvatore’ów!- powiedział, po czym opuścił grotę.


No i jest nowy ♥ I jak Wam się podoba? Komentujcie, chętnie poznam opinie
Za to, że mnie tak długo nie było, mini quiz dla fanów TVD!! Nagrodą będzie zareklamowanie bloga i fajne zdjęcia z TVD na życzenie. Zaczynamy:
1.Co kazał zrobić Damonowi Kol, kiedy go zahipnotyzował?
a) zabić Jeremy'ego
b) zabić Elenę
c) zabić Stefana
2. Jak Stefan dowiedział się, ze Elena przespała się z Damonem?
a) powiedziała mu to Elena
b) za pośrednictwem Rebeki
c) Damon wyznał mu to w złości
3. Dlaczego Rebekah chce lekarstwo na wampiryzm?
a) chce założyć rodzinę
b) chce zabić Kola
c) chce się zemścić na matce
  • awatar ilovetvd: @ ♥ DELENA ♥ świetnie, wszystko poprawnie, jaki chcesz obrazek, jako nagrodę? I w następnym wpisie oczywiście cię zareklamuję, polecę i wgl. ♥
  • awatar ♥ DELENA ♥: + świetny rozdział :)
  • awatar ♥ DELENA ♥: 1 a 2 b (choć nie wprost powiedziała mu to Caroline) 3 a
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kol szedł spokojnie, trzymając Lenę przewieszoną przez ramię. Dziewczyna postanowiła tym razem nie popełnić tego samego błędu co wtedy, kiedy porwał ją Damon. Zaczęła się szarpać i kopać oprawcę, a nawet go gryźć.
-Ostra jesteś. Wręcz dzika- zaśmiał się ze swojego dowcipu i postawił ją na ziemi. Lena nie traciła czasu i zerwała się do biegu, ale to było bez sensu. W sekundę znów stała uziemiona. Kol podszedł do niej i popatrzył się w jej oczy zimnym wzrokiem.- Pójdziesz ze mną i będziesz mówić prawdę- oczekiwał, że zaraz to powtórzy, ale ona stała nadal tak samo, jak przed sekundą.- Hm, no cóż, twój Stefanek dał ci werbenę. Niedobrze. Będziesz musiała być uczciwa „na trzeźwo”. Rozumiesz?
Lena postanowiła spacyfikować. Sabotowanie w przypadku Kola w ogóle się nie sprawdzi.
-Rozumiem- mruknęła ponuro.
-Więc wsiadaj- wskazał na czarne, lśniące auto. Podeszła do drzwi pasażerskich. Kol szarmancko jej otworzył i pomógł wsiąść. Jechali w milczeniu. Milena próbowała obserwować Mystic Falls, ale szyby samochodu były mocno przyciemnione. Oparła się o siedzenie i postanowiła przypatrzyć się Kolowi. Był to przystojny, młody chłopak, a przynajmniej, zachowujący młodość, bo liczył sobie około tysiąc lat. Miał jasne włosy, lekko opadające na czoło. Lena musiała przyznać, że był przystojny. W tym czasie Mikaelson spojrzał w lusterko i dostrzegł, że dziewczyna go obserwuje. Uśmiechnął się. Po chwili obrócił się w jej stronę.
-Co tak się patrzysz?- uśmiechnął się. Lena momentalnie spuściła wzrok i się zaczerwieniła.
-Eh, spokojnie. Nie mam ci tego za złe. Już tak dawno nie flirtowałem, że mogę i z tobą, zważywszy na to, że nie jesteś brzydka. Wiesz, jak głupio jest leżeć setki lat w trumnie?
-Nie wiem. Nie leżałam- przyznała.
-Haha, to prawda!- zaśmiał się.- No, jesteśmy na miejscu. Koniec naszego dzikiego romansu. Skończył się, zanim się zaczął, ależ mi przykro. Wysiadaj, maleńka- stał już i otwierał drzwi Lenie. Posłusznie wysiadła. Zobaczyła, że stoją przed monstrualnym budynkiem. To był jakiż zamek, a przynajmniej tak wyglądał. Zbudowany z dużych, zmurszałych cegieł, wysoki, ale też wielki.
-Ale kolos- jęknęła.
-Tak, mam przyjemność tu mieszkać- odparł i ruszyli.
Podeszli do wielkich drzwi. Kol je popchnął. Głośno i przeciągle jęknęły, zapraszając do środka.
*Tymczasem*
Bonnie siedziała z profesorem Shane’em przy stole i pili herbatę. Młoda Bennett szczękała zębami o kubek.
-Nieźle się zmęczyłaś dając im do wiwatu- stwierdził, widząc roztrzęsioną wiedźmę.
-Mhm, dobrze, że przybyłeś- mruknęła.
Wampirzyce leżały w klatce, a kiedy któraś poczuła przypływ odwagi i próbowała wyrwać kraty, zostawały tylko solidnie poparzone, bo kraty były wysmarowane werbeną. Stefan i Damon już doszli do siebie. Młodszy Salvatore wstał i podszedł do stołu.
-I jak? Coś się jeszcze boli?- zapytała Bonnie.
-Nie, już jest OK. Dziękuję ci bardzo, Bonnie, za pomoc. I panu również, bo ją pan wspomógł- powiedział do Shane’a.
-Nie ma za co, najważniejsze, że przeżyliście, a najważniejsze- że ty przeżyłeś- uśmiechnęła się Bennett.
-Nie ma sprawy- dodał Shane.
-To jak, idziemy stąd?- zaproponowała Bonnie.
-Jasne. Chodźmy do obozu, bo Caroline i Tyler pewnie odchodzą od zmysłów, gdzie się podziewamy.
-Ach, zapomniałam, młodszy i przykładny Salvatore jest na koloniach letnich- roześmiała się Bonnie.
-Tak jest. Poza tym no… Chcę się zobaczyć z Leną.
-Aaa- Shane i Bonnie pokiwali w uznaniu głowami.
Wstali od stołu i zaczęli się zbierać.
-A my?- jęknęła Elena.
-Wy tu zostajecie- odparł Shane.
-No to ..!- zaklęła Katherine.
Shane, Bonnie i Stefan wyszli. Za nimi udał się Damon.
-Hej, wiedźmo!- zawołał za Bonnie.
-Czegoś jeszcze chcesz?- zapytała z ironią.
-Tak. Podziękować- uścisnął jej dłoń. Zdziwiona czarownica odwzajemniła uścisk. Nie sądziła, ze Damona stać na takie zachowanie, ale była zadowolona. Ruszyli do obozu.
*W jaskini*
Anna i Wiktoria właśnie weszły do jaskini. Zobaczyły, że w klatce siedzi Elena, Katherine i Rebekah.
-O, Bonnie was zamknęła?- powiedziała Anna.
-Anna, wypuść nas- powiedziała Elena.
-W życiu. Bonnie, Stefan i Damon poszli?
-Tak- dodała Katherine.
-To idziemy- zarządziła Anna.
-To idźcie w…- zaklęła Rebekah. Dziewczyny jednak się tym nie przejęły i ruszyły na obóz.
*Tymczasem*
Lena i Kol doszli do jakiejś komnaty.
-Kol- powiedział ktoś, stojący do nich plecami. Odwrócił się po sekundzie i Lena mogła go dokładnie obejrzeć. Był podobny do Kola, ale widać, że starszy. Lekki zarost, mądre oczy i ciemniejsze włosy- jego znaki rozpoznawcze.
-Witaj, bracie- powiedział Kol.
-Wróciłeś? Kto ci wyjął sztylet?
-Rebekah. Ona jedna mnie rozumie.
-Ona jedna? To czemu przyszedłeś do mnie?
-Nie do ciebie, tylko do siebie.
-A kogo my tu mamy?- mężczyzna spojrzał na Lenę.
-To moja zdobycz- odparł Kol.
-Ach, rozumiem. Miałbym ochotę ci ją zabrać, ale jestem zajęty.
-Zajęty czym?
-Potrzebuję tą tablicę z mostu Wickery. Porobię sobie nowe kołki, żeby być bezpieczniejszym.
-Rebekah je ma.
-Rebekah?- zainteresował się.
- Czy mój pokój jest tam, gdzie był kilkaset lat temu?-Kol uśmiechnął się szyderczo.
-Jasne, bracie. Ja nic nie zmieniam. Jestem sentymentalistą.
*Na obozie*
Salvatore’owie, Bonnie i Shane byli po chwili na obozie.
-Jesteście!-krzyknęła uradowana Forbes. Po chwili dołączyła do nich Anna i Wiktoria. Wszyscy zebrali się w pokoju kadry, a Stefan zaczął opowiadać. Po skończonej historyjce, Caroline zapytała:
-OK, ale ja nie mam dobrych wieści dla was, a szczególnie dla ciebie, Stefan.
-Co to za wieści?- Stefan popatrzył na nią uważnie.
-Kol porwał Lenę.
-Kol?!-wykrzyknęła Bonnie, Stefan i Damon naraz.
-Tak. Przyszłam do niej do domku, bo była przybita nieobecnością Stefana. I wtedy on wpadł do domku i ją zabrał.
-O, cholera…
*Oczami Rebeki*
Dziewczyny siedziały w klatce, jak zwierzęta, a Rebekah była coraz bardziej zirytowana. Nagle zadzwonił jej telefon.
-Halo?- powiedziała znużonym głosem.
-Witaj, siostrzyczko!
-Kol. Czego chcesz?
-Chciałem się pochwalić i trochę ci dopiec.
-Czym?
-Mam tu taką małą francę. Ale to nie zwykła dziewuszka. To dziewczyna twojego byłego Stefana Salvatore!
-Stefana?- Rebekah od razu się zainteresowała.- Mogę jakoś pomóc?
-Hm, czy ja wiem…?- zastanawiał się Kol.- NIE!- zaczął się histerycznie śmiać.
-To po co dzwonisz?
-Żeby się z ciebie pośmiać! Korzystam z życia jak najlepiej!
-Ale ty mi możesz pomóc- powiedziała Rebekah słodkim głosem.
-Co będę miał w zamian?
-Kol, ty materialisto, wyjęłam ci sztylet, a ty się pytasz, co będziesz miał w zamian?!
-Dobra, pomogę. Gdzie i w czym?
Rebekah opowiedziała Kolowi gdzie jest i co jest potrzebne.
*Na obozie*
Pokój kadry był cichy i milczący. Wszyscy w skupieni zastanawiali się, jak odbić Lenę, kiedy nagle zadzwonił telefon Stefana.
-Halo?
-Stefan?
-Rebekah?- zdziwił się Stefan. Po co dzwoni po tym, co mu zrobiła?
-Kol ma twoją dziewczynę.
-Wiem- mruknął Stefan.
-Mogę ci pomóc.
-Za co?
-Potem się zastanowię. Przybywaj szybko do tej jaskinii, bo za chwilę Kol przyjedzie nie uwolnić.
-To nie pułapka?- zapytał Stefan, ale Rebekah przerwała połączenie.- Wracamy do jaskini. Rebekah zaoferowała pomoc- powiedział Stefan.




Hej! Przepraszam, że nie pisałam aż 18 DNI!! Miałam kłopoty z komputerem. Jak rozdział?
  • awatar Kto czyta książki, żyje podwójnie !: Bardzo interesująco piszesz i wciągająco ;P. Przeczytałam już kilka rozdziałów i naprawdę uważam, że świetne. Zapewne jeszcze troszkę mi zejdzie zanim zapoznam się z resztą dlaczego od razu dodam komentarz. xD Widzę, że historia oparta na fantasy, lubię takie. Zapraszam do mnie, również piszę co nie co ;)<3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
*W celi*
Bonnie nadal stała z wyciągniętą dłonią, powodując silny ból głowy u wampirzyc. Salvatore’owie leżeli na podłodze, chłodząc poparzone ciała; nie byli w stanie wstać i uciekać, poza tym Stefan nie chciał zostawiać Bonnie na pastwę losu. Młoda Bennett chciała, przy użyciu mocy na chwilę je uśmiercić lub uwięzić, ale była zbyt słaba.
-Bonnie…- wysapała Elena, z trudem podnosząc się z podłogi. Ból był już nieco mniejszy, dlatego było to możliwe.- Jesteśmy przyjaciółkami.
-Byłyśmy.
-Ale Bonnie. Pomagałyśmy sobie. To MI pierwszej powiedziałaś no wiesz… o mocach- Elena wykonała dość lekceważący ruch ręką, w odniesieniu do jej magii.- Pamiętasz, z tymi piórkami, u ciebie… Ale się ucieszyłam…- W sercu Bennett coś zaczęło topnieć, ale upomniała się w duchu.
-To co z tego? Zmieniłaś się
-To, że zostałam przemieniona czyni mnie gorszą?- powiedziała płaczliwym tonem młoda Gilbert.
-W twoim przypadku tak. Zraniłaś mnie, Stefana, a nawet Damona. Jeżeli zraniłaś nawet jego, to nie masz serca. Wybacz, nie chcę z tobą rozmawiać.
-Pożałujesz, suko-zaklęła Elena, ale w tym momencie wstała Katherine i przytrzymała ją za łokieć, na tyle mocno, że Gilbert syknęła z bólu.
-Skończ.
-Wiesz, nic ci do tego.
Rebekah, jako że była z nich najsilniejsza, zaczęła swobodnie przechadzać się po celi. Wciąż czuła ból, ale nieduży.
-No, to co robimy?
Bonnie szybko wyjęła komórkę w kieszeni, nie spuszczając drugiej dłoni, choć moc słabła.
Po trzech sygnałach odezwała się do słuchawki:
-Shane?
-Bonnie?- zapytał głos po drugiej stronie.
-Mam problem. Dość pilny.
-Jaki?
-Trzy wściekłe wampirki, dwie zwykłe jedna Pierwotna. Słabnę. Już nie działam. Pomóż.
-OK, gdzie jesteś?
-Nie wiem, jakieś odludzie. Połączmy się. Mam wisiorek od ciebie, ty chyba też masz mój. Byle szybko.
Po niespełna dziesięciu minutach do celi wkroczył niewysoki mężczyzna o wielkich oczach i czarnych, kręconych włosach. Ujrzał Bonnie, niknącą w oczach, i trzy wampirzyce- dwie niemal identyczne, które kłóciły się zajadle w kącie. Trzecia natomiast hipnotyzowała braci Salvatore.
-Jak ona ich hipnotyzuje?- zapytał Bonnie.
-Jest Pierwotną, więc może. Pomóż, Shane.
-Jasne. Połączmy się- Shane i Bonnie złapali się za ręce.
-Och, romans Bennetówny i profesorka?- zakpiła Rebekah, ale po chwili zgięła się w pół od przeszywającego bólu. To samo zrobiły Elena i Katherine, które ze względu na to., ze są zwykłymi wampirami, odczuły ból jeszcze mocniej. Moc zadziałała.
*W tym samym czasie*
-Lucy, daleko jeszcze?- przez totalne pustkowie szły dwie kobiety. Była to Pearl i jej wiedźma. Pearl, jak zwykle szykowna, gęste zarośla przemierzała w pięknych szpilkach i obcisłej sukience.
-Nie wiem. Chwila- Lucy zatrzymała się i chwilę stała z zamkniętymi oczami, masując skronie.- Jeśli zmierzać za Anną, to jesteśmy jakieś... 10 metrów od niej- powiedziała i sama się zdziwiła. Przed nimi zamajaczyły dwie postacie. Były to czarnowłose dziewczyny. Jedna z nich miała charakterystyczną, czarną i skórzaną kurtkę.
-To Anna- powiedziała Pearl mierząc ją wzrokiem.- Może być zrobiła coś, żeby ona i ta dziewczyna obok niej zatrzymały się i poczekały na mnie?- zwróciła się do wiedźmy.
-Jak sobie chcesz- westchnęła Lucy, po czym szybko wypowiedziała zaklęcie. Dobrze je znała- było bardzo uniwersalne.
*W tym samym czasie*
Anna i Wiktoria szły przez zarośla, kiedy nagle Wiktoria poczuła, że nie może dalej iść.
-Anna… Nie mogę iść?
-Jesteś aż tak zmęczona? Wiki…- jęknęła Anna, ale po chwili stało się z nią to samo. Nie mogła się ruszyć. Wpadła w lekką panikę.- O rany, co się dzieje?
-Nie mam pojęcia! Nie mogę iść!- jęknęła Wiktoria.
-No ja też!
-Co robimy?- zapytała szesnastolatka.
-Nie w…- Anna nie dokończyła frazy, tylko jęknęła.- O Boże.
-Anna, o co chodzi?
-Tam- wskazała palcem.- Moja matka.
-Ciotka Pearl?!- Wiktoria miała oczy jak spodki.
-Tak. I… wiem, czemu nie możemy iść- dodała takim tonem, jakby miała się rozpłakać.
-Czemu?
-Matka idzie z Lucy.
-Z kim?
-Z Lucy. To jej wiedźma. Założę się, że matka kazała jej nas zatrzymać. A przynajmniej mnie. Boże- ukryła twarz w dłoniach.
-Anna… Nie martw się. Jesteśmy we dwie, poradzimy sobie.
Ale Anna nie była tego taka pewna…
*Oczami Pearl*
Pearl wraz z Lucy były już niemal przy, przygwożdżonych do ziemi, nastolatkach. Teraz Pearl rozpoznała także drugą dziewczynę- to była jej siostrzenica.
-Witajcie- przywitała się ze sztuczną uprzejmością.
-Lucy, uwolnij nas- powiedziała lodowatym tonem Anna, omijając wzrokiem matkę.
-Mogę?- wiedźma zapytała niepewnie, zerkając na Pearl. Ta skinęła głową.
-Anno, chciałam tylko z tobą porozmawiać, nic więcej.
-Mhm, ale musiałaś zatrudnić Lucy, żeby użyła zaklęcia i mnie odnalazła! Żałosna jesteś.
-Nie mów tak. To zajmie tylko chwilę.
-Masz minutę- Anna powiedziała to tak lodowatym tonem, że Wiktorię aż przeszły ciarki.
-Przepraszam za to, że cię zostawiłam. Wiem, co musiałaś czuć. To okropne- jęknęła Pearl.
-Nie. Akurat bez ciebie czułam się dobrze. Mam do ciebie ogromny żal- matka zrobiła pytającą minę.- Nie udawaj, że nie wiesz. Zamieniłaś mnie w wampira i kazałaś polować, jak miała jedenaście lat! A potem mnie wygnałaś! Tak zachowuje się matka?
-Nie, ale zrozum… Miałam kłopoty. Wiem, zniszczyłam ci dzieciństwo. Wiktorii też… Ta komunia, ach! Wszystko to moja wina!
-Zgadza się.
-Anno…
-To bez sensu- córka była nieugięta.
-Wybacz.
-Nie wiem, czy potrafię. Nikt mnie tak nie zranił jak ty…
-Anno, błagam! Wybacz mi! Jesteśmy rodziną!
-Już nie… Matko…- Annie gardło zawiązało się w supeł.- Nie mogę. Może kiedyś. Nie sądzę. Żegnaj.
-Ale córciu…
-Żegnaj- Anna pociągnęła Wiktorię za rękaw.
Pearl usiadła w zaroślach. Nie przejmowała się tym, że cała się ubrudziła. Zakryła twarz dłońmi i gorzko zapłakała.
-Moja córka… Anna- szlochała. Jednak po kilku minutach wstała jak gdyby nigdy nic. Znów patrzyła swoim aroganckim i nonszalanckim spojrzeniem.- To pewnie Wiktoria. Ja ją znam. To przeciwieństwo Anny. Anna jest grzeczna i spokojna, a ona? Zawsze była rozwydrzonym bachorem. Pożałuje tego.
*Tymczasem na obozie*
Lena siedziała w swoim domku i płakała. Po raz enty tego dnia próbowała dodzwonić się do Stefana, ale bezskutecznie. Nagle w pokoju zjawiła się Caroline.
-Lenka, nadal płaczesz?
-N… nie- szesnastolatka zdusiła kolejną falę łez cisnącą się na powieki.
-Kochana…- powiedziała ciepło młoda Forbes. Podeszła do dziewczyny i ją przytuliła. Chwilę kołysała ją w ramionach.-Przyniosę ci herbaty. To ci dobrze zrobi. Chcesz?
-Uhm-przytaknęła.
Po chwili znów została sama. Siedziała tępo patrząc się w przestrzeń. Nagle usłyszała trzask tłuczonego szkła, tuż obok jej ucha. Ktoś wybił okno w jej domku.
-Lena? –odezwał się męski głos. Nie był to Stefan, Damon, Tyler ani Matt, więc kto?
-Kim jesteś?
Nagle pojawił się przed nią mężczyzna o bladej twarzy i szatańskim spojrzeniu. Miał włosy zaczesane na bok i dopasowany, ciemnozielony płaszcz.
-Nie znasz mnie, ale ja ciebie owszem.
-Po co przyszedłeś?
-Wyrównać rachunki. Rebekah, moja siostra, porwała twoje Stefana- nieznajomy wyszczerzył zęby w uśmiechu.- Chciała mu dopiec. Nie udało się. No co za pech!- zaklął pod nosem.- Ona kiedyś była w nim szaleńczo zakochana. A on teraz kocha ciebie. Ja nie pozwolę, żeby ten dureń Salvaotre tak ją traktował, rozumiesz?!
W tym momencie do pokoju weszła Caroline z parującym kubkiem w dłoni. Zobaczywszy mężczyznę, okropnie się wystraszyła. Wypuściła naczynie, które z trzaskiem rozbiło się o podłogę.
-Kol ?!- wykrzyknęła, ale jego już nie było. Leny również.


No i jak?

+Nowe postacie!!!
 

 
[…] Był słoneczny, majowy dzień. Wiktoria wstała wcześnie rano. Była bardzo podekscytowana dzisiejszym dniem. Podeszła do szafy, na której wisiał wieszak z jej piękną albą- śnieżnobiałą, ze złotym napisem „IHS” wyrytym na awersie. Chciała zdjąć sukienkę, ale była za niska i nie mogła jej dosięgnąć. Powróciła więc do łóżka, ale gdy tylko na nim usiadła, usłyszała, że drzwi cichutko się otwierają. W progu pojawiła się mama.
-Cześć- powitała ją córka.
-Cześć, Wikusiu! I jak, gotowa na uroczystość?
-Tak! Kiedy będą goście?- zainteresowała się dziewczynka.
-Msza zaczyna się o jedenastej, więc około dziesiątej pewnie już będą. No, idź się umyć, bo masz raptem czterdzieści minut!
Wiktoria wstała i udała się do łazienki, gdzie umyła się i ubrała i halkę i białą koszulkę- tło, które będzie pod albą.
Za dziesięć dziesiąta pojawili się już wszyscy goście: babcia, dziadek, chrzestny Tomek z żoną i chrzestna Magda z synkiem, ciotka Anita z Radomia oraz ciotka Pearl z USA wraz z córką, Anną. To właśnie przyjazdu Anny, Wiktoria oczekiwała najbardziej. Anna była o dwa lata od niej starsza i od początku mieszkała w Stanach Zjednoczonych, w miasteczku oddalonym o ok. 100 km od Nowego Jorku. Ciotka Pearl była młodszą siostrą mamy, ale miała angielskie imię, ponieważ po śmierci żony, ojciec mamy Wiktorii udał się do Liverpoolu, gdzie poznał Jane- kobietę, z którą miał dziecko. Jane umarła przy porodzie Pearl. Wiktoria uwielbiała słuchać opowieści Anny o życiu w USA. Wszystko było inne, niż w Polsce. Czuła również niesamowitą więź z kuzynką- traktowała ją jak siostrę, której nigdy nie miała, choć bardzo pragnęła. Po przyjeździe krewnych, kuzynki poszły do pokoju Kiljańskiej. Anna szczebiotała o niedawnym wypadzie z matką do Nowego Jorku i szalonych zakupach. Wiktoria siedziała i słuchała historyjek z otwartymi ustami. Zapewne siedziałyby dłużej gdyby nie ceremonia Pierwszej Komunii Świętej, która miała się odbyć lada chwila.
Wszystko wypadło pomyślnie. Po mszy rodzina Kiljańskich udała się do ekskluzywnej restauracji, w której spędzili resztę dnia. Pod wieczór goście zaczęli się zbierać. Mama, jak to na gospodynię przystało, żegnała wszystkich przepisowymi trzema całusami w policzki. Tego dnia, Wiktoria poszła późno spać, bo jeszcze długo siedziała w salonie z rodzicami i oglądała prezenty, jakie dostała na Pierwszą Komunię Świętą. W końcu zmęczona dzisiejszym dniem, zasnęła.
Obudził ją głośny płacz mamy i westchnienia ojca. Spojrzała na zegarek (prezent od chrzestnego): wskazywał pierwszą czterdzieści osiem. Wyskoczyła z łóżka i skierowała się do salonu, wydając śmieszne odgłosy, kiedy biegła bosymi stopami po marmurowych schodach. To, co zobaczyła wprawiło ją w osłupienie: matka siedziała na podłodze, wiąż ubrana jak na Komunię i płakała. Tusz mazał jej się po całej twarzy, ale mama nie zwracała na to uwagi, tylko pociągała nosem i wycierała oczy. Ojciec natomiast pakował rzeczy do torby: Wiktoria zauważyła, że znalazły się w niej również kilka jej ubrań.
-Mamusiu, tatusiu… Co się stało?- zapytała wystraszona dziewczynka.
-Och, Wikusiu… - zapłakała mama.- Jak by ci to wytłumaczyć?- nie mogła przestań szlochać.
-Ciocia Pearl miała wypadek… I…- ojcu załamał się głos.- Ciocia ma się… nawet dobrze. Jest w szpitalu. Ma złamane żebro i rękę. Ale Anna… Nie żyje- ostatnie słowa ojciec wyszeptał.
-Anna nie żyje?- Wiktoria była tak zdziwiona, że nie docierała do niej śmierć kuzynki. Przecież jeszcze dzisiaj rozmawiała z nią, dotykała jej, a teraz … Ona nie żyje? Tak po prostu? –Ale jak to?- powiedziała.
-Miały wypadek i…- mama lekko się opanowała, ale nadal pociągała nosem i miała podpuchnięte oczy.
-Jedziemy do ciotki Pearl do szpitala. Jedziesz z nami- zarządził ojciec.
Nad ranem byli w szpitalu. Mieścił się on także w Warszawie, bo ciotka z Anną nie zdążyły nawet dojechać na lotnisko. Rodzina Kiljańskich od razu podeszła do informacji dowiedzieć się, gdzie leży Pearl. Kiedy dotarli na salę, zobaczyli ciotkę leżącą na łóżku i czytającą „Cosmopolitan”.
-Och! Paulinka, Waldek i nawet Wikusia!- Pearl rozpromieniła się, widząc siostrę z rodziną. Ten gest bardzo zdziwił rodzinę. Nie tak zachowywała się matka po stracie córki, szczególnie, że zmarła ona kilka godzin temu; pozostawili tą kwestię bez komentarza. Jednak inne zachowania ciotki wskazywały na to, że w ogóle nie obeszła ją tragiczna śmierć Anny.
-Może ona nie wie…?- szepnęła mama do taty, jednak Pearl to usłyszała.
-Czego mam nie wiedzieć?- zdziwiła się. – Paulinko, Waldku?- uśmiechnęła się.
-No, że… Że Anna nie żyje.
Wiktorii momentalnie zaszkliły się oczy, ale Pearl nadal się uśmiechała.
-Ach, to… Wiem- skwitowała tylko.
Śmierć córki wydawała się dla niej najnormalniejszą rzeczą na świecie.
Najdziwniejszą rzeczą w tej tragedii było to, że pogrzeb Anny nigdy się nie odbył… […]
Fala wspomnień zalała Wiktorię. Teraz wszystko sobie przypomniała! Dzień Komunii, choć to było sześć lat temu, pamięta dokładnie! Przypomniała jej się cała ta tragedia, śmierć kuzynki, ale teraz… Czemu Anna siedziała tuż przed nią? Przecież ona NIE ŻYJE od sześciu lat!
-Anna?- zapytała, choć doskonale wiedziała, że to ona. Dziewczyna skinęła głową. Chciała ją o wszystko wypytać, ale słowa uwięzły jej w gardle. Staruszka mogła w każdej chwili wejść, więc Wiktoria szybko odwiązała Annę i wyszły z domku. Usiadły w trawie.- Żyjesz? Jak to możliwe? Ja…
-Wiem. Jesteś w szoku. I pewnie jesteś ciekawa, jak tu się znalazłam albo co się stało z Pearl, to znaczy z moją matką, nie?- Wiktoria przytaknęła.- Kiedy przyjechałam do ciebie na komunię, miałaś dziewięć lat, a ja jedenaście. Kilka dni przed wylotem z USA, matka powiedziała, że musi mnie zahartować do życia i uczynić mnie ją. Wiesz, co to znaczyło?
-N… nie
-Pearl… Moja matka… Była wampirem. Ze mną zrobiła to samo. Mając jedenaście lat, miałam polować na ludzi, wyobrażasz to sobie?!
-No nie- Wiktoria była w takim szoku, że odpowiadała jedynie monosylabami.
-A ona mi kazała. Powiedziała, że my, wampiry, tak się żywimy. Powiedziałam, że tego nie zrobię, więc kazała mi się wynosić z domu. Nie wiedziałam, co robić. Ale się nie wyniosłam. Pearl miała więc plan: upozorowała wtedy moją śmierć. Powiedziała wszystkim, że nie żyję, każąc mi uciekać do lasu. Ta babcia znalazła mnie, śpiącą w jakiś szuwarach, pod Warszawą i zabrała do siebie. Kiedy się dowiedziała, że jestem wampirem, chciała mnie zabić, ale potem stwierdziła, że jej się przydam do wyssania ze mnie mocy.
-Och, Anno- wyszeptała Wiktoria. Rozczulił ją okropny los kuzynki.- A co z Pearl?
-Do dziś nie wiem…- wyznała.-I jakoś mnie to nie obchodzi. Nienawidzę jej za to, że zniszczyła mi życie. Mogłabym dziś być normalną osiemnastolatką, a tak? Utknęłam w tym ciele. Dobrze, że Emily, ta babcia, trochę mnie postarzyła, dzięki magii. Teraz wyglądam chociaż na te osiemnaście, a nie jedenaście lat- westchnęła ciężko.
- Znasz Stefana i Damona Salvatore?- wypaliła nagle.
-Tak. Mieszkałam tu, w Mystic Falls, kilka lat. Zdążyłam ich poznać. A ty ich znasz?
-Tak. Poznałam niedawno, bo jestem tu na obozie wakacyjnym. Damona znam lepiej…- zarumieniła się.
-Wow, jesteście razem?!- oczy kuzynki zrobiły się niczym spodki .
-Mhm- przytaknęła.- Ale oni są w poważnym niebezpieczeństwie!
-Jakim?
Wiktoria opowiedziała Annie o całym zajściu z Rebekah, Eleną i Katherine oraz ich porwaniem.
-Hej, no to na co czekamy? Lecimy im pomóc!
Dziewczyny zerwały się do biegu. Mimo niebezpieczeństw , jakie groziły jej, Annie, Damonowi, Stefanowi, Bonnie i reszcie, czuła się szczęśliwa. Odnalazła kawałek siebie.
*Tymczasem*
-No, Lucy. Masz?
-Hej! Jestem czarownicą, a nie jakimś dostawcą pizzy! Nie spełnię twojego pragnienia w kilkanaście minut. Spokojnie...Dobrze. Gotowe. Spuść na tą mapę kroplę swojej krwi. A więc…- Lucy zapatrzyła się mapę i zaczęła intensywnie myśleć i szeptać łacińskie słowa.- Anna jest w Mystic Falls.
-Tej dziurze? Powiedz mi coś o niej.
-Jest… na jakimś wakacyjnym obozie, który prowadzi mmm….
-Kto?- niecierpliwiła się kobieta.
-Caroline Forbes.
-Idziemy tam…


Witam, mam nowy rozdział Dziwny trochę. Chętnie poznam Wasze opinie. Do następnego <3
 

 
-Nie, nie błagam!!!- Wiktoria krzyczała, ile sił w płucach.- Błagam Eleno, zamknij okna, proszę!- rzucała się, próbując zerwać kajdany.
-Och, znasz moje imię? No proszę, widać, że Stefanek przedstawił mi cię. Albo raczej Damonek, bo to jego jesteś zdobyczą, prawda?- uniosła dłonie, pokazując palcami cudzysłów.
-Jaka przerażona buźka. Ej kotku, nie narób w majtki przerażenia!- dodała blondynka, uśmiechając się szyderczo.
-Och dziewczyny, nie bądźcie takimi sukami- przekomarzała się wulgarna dziewczyna z lokami.- Największe suki są tu skute w kajdany.- Spojrzała na Salvatore’ów. Ich ręce były całkiem poparzone; oni syczeli z bólu, a Wiktoria płakała, żeby ich uwolnić. Oprawczynie natomiast śmiały się, uważając, że są niezwykle zabawne i pomysłowe. Wtem Elena upadła na podłogę.
-Elena, co ci jest?- spytała, bez cienia zainteresowania, dziewczyna w lokach.
-Elena?!-powtórzyła blondynka.- Auua!- zawyła i momentalnie upadła na podłogę.
-Co za debilki- pacnęła się w głowę trzecia, ale zaraz oparła się o ścianę. Mocno chwyciła się za głowę. Zaklęła tak okrutnie, że Wiktoria aż się wzdrygnęła, choć sama czasami klęła jak szewc. Obserwowała oprawczynie kulące się i jęczące.
-Co to ma być?
-Auuua!
Po chwili z kąta pojawiła się ciemnoskóra dziewczyna, z wyciągniętą ku nich dłonią. Mrugnęła swymi wielkimi oczami i natychmiast pozasłaniały się wszystkie okna.
-Bonnie- szepnął Stefan i przyłożył poparzoną twarz do kamiennej posadzki. Tak samo uczynił jego brat.
-Boże, Damon… -szlochała Wiktoria zbliżając się do niego na tyle, na ile pozwalały kajdany. Trzy dziewczyny wciąż leżały na podłodze trzymając się za skronie.
-Jeny, co za ból
-Wypuść nas!
-Ty podła wiedźmo! Myślisz, że jak jesteś z rodu Bennettów to ci wszystko wolno?- syknęła blondynka, ale zaraz się skuliła, bo Bonnie mocniej ścisnęła dłoń, potęgując ich ból.
-Opanujcie się- powiedziała ze stoickim spokojem, nie opuszczając dłoni. W tym czasie wyciągnęła drugą i za pomocą czarów skruszyła kajdany. Wiktoria wstała i podeszła do Damona. Pogłaskała jego zmasakrowaną twarz.
-Jak ci pomóc?- szepnęła.
-Mmm.. nie wiem- jęknął starszy Salvatore. Wiktorii zrobiło się głupio, że zainteresowała się tylko starszym bratem, więc pochyliła się i nad Stefanem.- Stefan, potrzeba ci czegoś?
-Jak byś znalazła odrobinę wody- jęknął młodszy Salvatore.
-O, właśnie- dodał Damon.
-Bonnie… To znaczy pani Bonnie… Nie wiem, jak się zwracać.
-Po prostu Bonnie- odpowiedziała młoda Bennett, uśmiechając się, ale nadal trzymając w ryzach trzy wampirki. Lekko speszona Kiljańska podeszła do czarownicy i powiedziała przyciszonym głosem:
-Kim one są? Kojarzę tylko Elenę.
-Ta w prostych no to wiesz… Elena- wskazała brodą na dziewczynę.- Ta w lokach, jak widzisz jest identyczna jak Elena- różnią je tylko włosy, bo jedna ma loki, druga ma proste. Więc to Katherine. Poznała Stefana i Damona w XIV wieku. Oboje się w niej zakochali. To była piękna dama, która wybrała Stefana, ale potem rzekomo spłonęła w kościele. Wróciła tu, do Mystic Falls, kilka lat temu już nie jako wytworna dama Katherine Pierce, czy Katherina Petrova, ale jako podła szuja i jędza.
-Dzięki, ale z ciebie świnia, ty wiedźmo od siedmiu boleści- syknęła Katherine, ale Bonnie spotęgowała jej ból, więc natychmiast się uciszyła.
-A ta blondynka?
-Ta blondynka jest najstarsza. Ma już około tysiąc lat. Jest wampirem z rodu Pierwotnych.
-Co to znaczy?
-To znaczy że ona i jej rodzeństwo byli pierwszymi wampirami na świecie. To właśnie Rebekah. Wyjątkowo niebezpieczny typ., zważywszy na jej wiek i możliwości. Jest okropną żmiją.
-Nieprawda. Ten dupek Damon miał mi pomóc znaleźć…- Rebekah zaczęła się tłumaczyć.
-Rebekah, zamknij się już- weszła jej w słowo Katherine.- Wszyscy znamy twoje łzawe historie o zaginionym rodzeństwie. Bla bla bla. Przynudzasz.
Wiktoria ostanowiła jak najszybciej udać się po wodę dla Salvatore’ów. Wyszła z „jaskini”, w której była uwięziona. Rozejrzała się wokół. Cela była raczej podziemna, a dookoła otaczała ją tylko wysoka, na półtora metra, trawa. Wiktoria podskoczyła kilka razy, aby zorientować się w terenie, ale w ogóle go nie znała. Zaczęła więc iść przed siebie, brodząc w wysokich zaroślach. Im dalej szła, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że Rebekah, Katherine i Elena specjalnie zabrały ich na takie pustkowie, aby utrudnić im ucieczkę. Nagle spostrzegła w oddali niewielki, drewniany dom. Zaczęła iśc w jego kierunku…
*Tymczasem*
Po przebudzeniu, Caroline postanowiła podjąć radykalne kroki.
-Muszę ich zahipnotyzować- powiedziała do Tylera, który stał tuż obok niej i pił wodę, aby się ożywić.
-Czy to nie wbrew twoim zasadom, kochanie?
-Jest wbrew moim zasadom, ale nie mogę pozwolić na to, żeby dzieci wróciły do siebie i opowiadały rodzicom, jak to potraktowano ich gazem usypiającym! Posądzą mnie o holocaust jakiś!
-Fakt, o tym nie pomyślałem.
-Więc idę- odparła Forbes.
Jak powiedziała, tak zrobiła. Zahipnotyzowała każdego z osobna, nie wliczając w to Leny, która nosiła bransoletkę z werbeną. Po godzinie mogła z ulgą stwierdzić, że nikt nie pamięta o zajściach ubiegłego wieczoru.
*W tym samym czasie, domek nr 27*
Lena od samego rana siedziała w pokoju i myślała nad jedną kwestią: Gdzie podziała się Wiktoria, Stefan i Damon? Po przebudzeniu na sali dyskotekowej, od razu zauważyła brak Stefana, a po kilku minutach zorientowała się, że nie ma też Wiktorii i Damona. Wyruszyła na poszukiwania, ale okazały się bezskuteczne. Przepadli jak kamień w wodę. Po poszukiwaniach zrezygnowana szesnastolatka poszła do swojego domku. Zaczęła wydzwaniać do młodszego Salvatore’a, ale włączała się automatyczna sekretarka. Lena nie wiedziała, co robić. „A co jeśli coś im się stało. Poważnego?”- kłębiły jej się w głowie nieprzyjemne myśli.
*Tymczasem*
Kiedy Wiktorii wreszcie udało się dobrnąć do domu, była wyczerpana. Oparła się o ścianę budynku, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Nagle usłyszała z głębi domu dobiegające głosy. Nie były jednak po angielsku. Chyba po łacinie. Wiktoria wsłuchiwała się, ale postanowił zapukać- w końcu przyszła po wodę dla Stefana i Damona. Zapukała do drzwi. Nikt nie odpowiedział. Zastukała więc mocniej. Wtedy usłyszała zbliżające się kroki. Drzwi bezszelestnie się uchyliły, a w utworzonej szparce pojawiło się ciekawskie oko z szmaragdową tęczówką.
-Aaa!- Szesnastolatka tak się wystraszyła, że z krzykiem odskoczyła.
-Gość, wędrowiec, czy dusza nieczysta?- zapytała osoba o ciekawskim spojrzeniu.
-Wydaje mi się, że wędrowiec- odparła. Drzwi otworzyły się i ukazała się w nich czarnoskóra staruszka z wielkich oczach i niesamowicie długich rzęsach.- Co cię tu sprowadza?
- Jestem Wiktoria i… Czy mogłabym dostać kubek wody?
-Tak. Poczekaj chwilę, zaraz przyniosę- odparła dość nieprzyjemnie. Wiktoria stała w korytarzu i czekała. Nagle usłyszała zza ściany stłumione jęki. Postanowiła nie reagować, ale ktoś uporczywie jęczał, jakby miał zakneblowane usta. Wiktoria rozejrzała się, czy babcia nie wraca. Kiedy nie zauważyła jej na horyzoncie weszła do pokoju, z którego dochodziły jęki. Zobaczyła tam dziewczynę uderzającą do niej podobną. Siedziała z zakneblowanymi ustami oraz przywiązana do krzesła. Dziewczyna podeszła do niej i rozwiązała krępujący materiał z jej ust.
-Dziękuję- wymamrotała. Wiktoria spojrzała w jej oczy i nagle przed oczami stanęło jej kilka scen: pierwsza Komunia Święta, wypadek, ksiądz, zapłakani rodzice, cała smutna rodzina, oprócz ciotki…



Hej! Dodaję następny rozdział, jak widać. Pisać, kto chce dedykację- Chętnie coś zadedykuję komuś <3


Mam pewną zabawę. Pomysł jest zaczerpnięty od koleżanki. Oto kilka pytań, na które odpowiadacie na swoim blogu i typujecie następne osoby wymyślając im inne pytania!
Ja wytypowałam do zabawy: DR House loves , czyli:http://huddulove.pinger.pl/

Moje pytania:
1. Jak masz na imię?
2. Ile masz lat?
3. Masz rodzeństwo?
4. Jeśli masz to jak mają na imię i ile mają lat?
5. Masz zwierzątko domowe? Jeśli tak to jakie?
6. Ulubiony serial (moze być kilka )
7. Twoje hobby
8. Ulubione jedzenie i picie.
9. Lubisz czytać?
10. Ulubiony aktor i aktorka
Dobranoc :3
 

 
…Ścisnęła ją za szyję. Miała żelazny uścisk, prawie tak silny, jak Damon. Wiktoria zrobiła się czerwona, następnie sina- wszystko to działo się w zawrotnym tempie. Ujrzawszy, co dzieje się z Kiljańską, Damon rzucił się na jej oprawczynię.
-Zostaw ją, jesteś nienormalną suką! Wysyczał Damon, szybko odciągając napastniczkę i trzymając ją za przeguby. Próbowała się wyrwać, ale po chwili zmieniła strategię. Zamiast szarpać, odwróciła się i namiętnie pocałowała. Wiktoria patrzyła na tą scenę oszołomiona. Damon, ku jej zdziwieniu, jednak nie odwzajemnił pocałunku, tylko odepchnął napastniczkę.
-Odczep się, kretynko- syknął, znów dodając obraźliwy epitet.
-Damon…- zamruczała, trzymając twarz przy jego szyi. Starszy Salvatore odepchnął ją.- Nie kocham cię, już od dawna. Jesteś zwykłą suką.
-Jak śmiesz tak o mnie mówić, dupku?!- ciemne oczy dziewczyny zamieniły się w wąskie szparki. Patrzyła na niego, jakby miała za chwilę dokonać zbrodni.
-Normalnie. Słuchaj, najpierw byłaś ze Stefanem, big love i inne pierdoły. Potem cię przemieniłem i byłaś ze mną, kolejna very big love. Potem mnie zostawiłaś, bo udałyście się z Katherine na schadzki do Nowego Orleanu, nie wiem po co- powiedział i popatrzył na nią. Wiktoria zerknęła na spojrzenie Salvatore’a. Było przerażające, wręcz mrożące krew w żyłach. Szesnastolatka zaczęła się nieco bać, ale przecież nie mogła ich odsunąć i wyjść na ten basen…. Damon ciągnął dalej: -Znalazłem nową miłość. Nazywa się Wiktoria, stoi tuż za tobą. Tak, właśnie ją chciałaś zabić, ty psycholko- Wiktorii zrobiło się ciepło w sercu. Damon był taki kochany! „Znalazłem nową miłość”- powtarzała w myślach, ciesząc się, jakie to ma szczęście.
-Wiecie co?- zmierzyła ich wzrokiem.- Róbcie, co chcecie. W każdym razie, to jeszcze nie koniec. Ze mną nie ma tak łatwo. Mnie się nie zostawia.
-Jesteś nienormalna. To TY mnie zostawiłaś. A teraz ja ciebie zostawiam, żegnam cię!- wypchnął ją z przebieralni.
-Kto to był? Chyba ją kojarzę z twoich opowiadań…- Wiktoria osunęła się na ziemię i usiadła na niej. Była zszokowana zdarzeniami ostatnich minut. Ciężko westchnęła. Próbowała się uspokoić, ale nie mogła opanować drżenia ciała. Zauważywszy to, Damon usiadł tuż obok niej i mocno ją objął.
-Przepraszam, za tą sytuację. To była Elena. Stała się taka jak Katherine. Obecnie to ją nienawidzę.
-Nie kochasz jej?-lekko przekomarzała się szesnastolatka.
-Nie. Teraz kocham tylko ciebie- czule ją pocałował. To zakończyło dyskusje.
*Wieczorem*
Wyjście na basen bardzo się udało. Po kolacji miała odbyć się zarządzona dyskoteka. Caroline naprawdę się postarała- sala wyglądała niezwykle. Było bardzo ciemno, tylko gdzieniegdzie migotały lampki. Muzyka grała bardzo głośno, a po parkiecie mrugały kolorowe pasma światełek, puszczanych z sufitu. Przy stole mikserskim siedział Tyler, i chociaż nie miał o miksowaniu pojęcia, nawet nieźle mu to wychodziło. Nic dziwnego, że wszyscy obozowicze z ochotą bawili się na dyskotece. Zabawa trwała w najlepsze. Właśnie leciała piosenka Justina Biebera i Nicki Minaj „Beauty and A beat”. Piosenka była umiarkowanie wolna, więc wiele par skorzystało z okazji i przywarło do siebie w tańcu. Tak też zrobiła Lena i Stefan. Szesnastolatka wtuliła się w umięśniony, pachnący tors chłopaka. Mogłaby tak stać już wiecznie. Stefan także chciał maksymalnie wydłużyć tą chwilę.
-Trzymam w objęciach cały mój świat- szepnął do niej. Lena tylko przymknęła oczy. Nic nie trzeba było mówić. Dziewczyna wtuliła się w niego. Nagle zakochani poczuli wokół siebie dziwny, aczkolwiek delikatny zapach. Lena zaczęła być senna; słaniała się na nogach. Po chwili osunęła się na Stefana. Młodszy Salvatore chciał utrzymać swoją dziewczynę- w końcu miał ponadludzkie siły, jednak w tym momencie one zawiodły. Ramiona chłopaka stały się wątłe, nijak nie mogły utrzymać Leny. Powieki Stefana zaczęły robić się ciężkie i powoli opadać. Po chwili para runęła jak długa na podłogę. Zaraz po nich upadło kilka innych par, a także pojedynczych osób. Po niedługim czasie, cała obozowa gawiedź leżała na ziemi i spała. Ujrzawszy to, Caroline zwróciła si o Tylera:
-Ty, pomóż!- powiedziała, siejąc ziarno paniki. Jednak młody Lockwood nie odpowiadał. Forbes rozejrzała się za nim, a po chwili zobaczyła, że leży na brzuchu i, tak jak wszyscy, śpi. –Tyler?- zapytała chwiejącym się głosem. Nagle poczuła zawroty głowy. Oparła się o ścianę i w okamgnieniu osunęła się na podłogę i zasnęła. Po kilku minutach do sali weszły trzy kobiety, ubrane w maski gazowe i dzierżące w rękach wielkie butle. Jedna z nich miała bujną, blond czuprynę, druga - proste, ciemne włosy, natomiast trzecia piękne loki o kolorze identycznym, jak druga kobieta.
-Wszyscy śpią?- zapytała prostowłosa dziewczyna.
-Tak. Co do jednego. Policzyłam tych idiotów- mruknęła blondynka.
-Dobrze, nie mamy czasu, a przynajmniej JA nie mam- dodała trzecia.- Bierzcie tą trójkę i idziemy.
Prostowłosa dziewczyna podniosła na plecy Stefana, jak by ważył pół kilo, natomiast blondynka, z jeszcze większą łatwością, wzięła na jedno ramię Damona, a na drugie Wiktorię.
-Dobra, lecimy- poleciła dziewczyna z lokami i wszystkie trzy udały się w otchłań nocy…

*Nad ranem*
Wiktorię obudził rytmiczny, pulsujący ból głowy. Jak zwykle w tym momencie, chciała przyłożyć zimną dłoń do bolących skroni, ale poczuła, że coś je krępuje. Otworzyła oczy i zobaczyła, że leży w wilgotnej celi, a nogi i ręce ma zakute w kajdany, które z kolei są przytwierdzone do ściany. Obok niej, tak samo zakuty, leżał Damon, a w kącie- Stefan. Po chwili ujrzała, że Salvatore’owie także się przebudzili.
-Damon…- wyszeptała zatrwożona Wiktoria.
-Jako będzie..- jęknął Damon.
-Elena. Daję słowo, że to ona- szepnął Stefan, wymownie patrząc na kajdany.
-Też tak myślę- dodał Damon.
-Co to za pogaduchy?- do celi wtargnęły te same kobiety, które porwały ich poprzedniej nocy.
-O! widzę, że miśki już się obudziły?
-Mamy dla was zaplanowany dzień.
-Najpierw, braciszkowie Salvatore, zapłacicie za swoje grzechy i grzeszki. Ciebie, kotku- jedna z dziewczyn zwróciła się do Wiktorii -na razie zostawimy w względnym spokoju. Ale wy… -pokręciła głową. –Zacznij.- poleciła koleżance. Ta ,w mgnieniu oka, pootwierała wszystkie okna. W tym momencie Stefan i Damon zorientowali się, że zostali pozbawieniu pierścieni. Ich ciała zaczęły płonąć…



Hej! Przepraszam, że nie pisałam AŻ 9 dni :O Miałam kłopoty z komputerem. Teraz naszła mnie wena ii... Czytajcie! ;*
Piszcie, co chciałybyście zobaczyć w następnych rozdziałach. Może ktoś by chciał dedyka? <3
 

 
*Nad ranem*
Lenę obudziło ciche westchnienie. Otworzyła oczy i odetchnęła z wielką ulgą. Stefan już się obudził.
-Stefan!- dziewczynie zaszkliły się oczy.
-Cześć, Lenka… Ale długo spałem!- cicho się zaśmiał.
-Nic ci nie jest?! Tak się zamartwiałam!- Lena chciała przytulić się do chłopaka, ale obawiała się, że może mieć jakąś ranę na plecach po wydarzeniu ubiegłej nocy.
-Nie, już nic mi nie jest.
-Ale… Umarłeś! Dostałeś w plecy i umarłeś!
-Wampiry nie umierają, kochanie…- delikatnie ją pocałował.- Ja już dawno umarłem. Jakieś… sto sześćdziesiąt lat temu, kiedy zostałem przemieniony. Teraz nie mam pulsu, a zabić mnie można tylko jednym sposobem.
-Jakim?- przeraziła się szesnastolatka.
-Wbijając kołek w serce- młody Salvatore usiadł na łóżku i ujął dłoń Leny.- Damon zrobił to z premedytacją. Wiedział, że nie spowoduje śmierci , ale chciał mnie unieszkodliwić, a ciebie przestraszyć.
-Damon? To zrobił Damon?- Lena była szczerze zdzwiona.
-Tak. Nie pamiętasz?
-Nie…
-A co się dokładniej stało?- Stefan przechylił głowę. Coś mu w niej świtało, dochodził do wniosku, ale chciał się upewnić.
-Przyszłam do Wiktorii powiedzieć jej, że nie może być w ciąży- zaczęła opowiadać.- Ale jej nie było w pokoju. Za drzwiami stał Damon. No a potem mieliśmy się całować. Sama to mówiłam! Stefan, ja nie wiem czemu, ale ja patrzyłam na niego i mówiłam, że będziemy się całować. Powtarzałam tylko jego słowa. Wybacz… Nie mogłam inaczej… On tak się na mnie patrzył…
-Już wiem.
-Wiesz co?
-Wiem, czemu się całowaliście.
-Ja go nie kocham!- od razu zapewniła Lena.- Uwierz, Stefan!
-Wierzę ci- zamknął jej usta pocałunkiem.- Całowaliście się, bo cię zahipnotyzował.
-Serio? To możliwe?
-Jasne. My wampiry mamy takie moce.
-To czemu jeszcze mnie nie zahipnotyzowałeś, żebym trzymała się od niego z daleka, co?- przekornie spytała Poznanianka.
-Bo chcę, żeby nasze uczucie było szczere, a nie podsycane hipnozą. Ale skończmy ten temat. Chodźmy do mnie , muszę ci coś koniecznie dać…
*W tym samym czasie*
„Hipnoza… Nie chcę, żeby nasz związek był podsycany hipnozą… My wampiry mamy taką moc”- słowa Stefana odbijały się echem w głowie Wiktorii. Leżała na górnym łóżku i słuchała rozmowy współlokatorki i Salavatore’a, kiedy myśleli, że ona śpi. Czy to oznacza, że Damon ją zahipnotyzował? Być może. „Nie! To nie może być prawda. Lena jest głupia- ją można zahipnotyzować, ale nie ze mną te numery. W ogóle zrobię mu dziś awanturę, że pocałował nie mnie, a ją! Jeśli go tylko spotkam…”
*Tymczasem*
Lena i Stefan weszli do jego pokoju. Chłopak gorączkowo czegoś poszukiwał w walizce. W końcu wyjął saszetkę z jakąś rośliną. W pierwszym odruchu Milena pomyślała, że to narkotyki, ale roślinka miała fioletowe, drobne, kwiatuszki.
-Co to jest?- ostrożnie spytała.
-To werbena. Chroni przed urokiem wampirów- Stefan napotkał pytające spojrzenie dziewczyny, więc dodał:- chroni przed hipnozą.
-Uhm. Mając to, nikt mnie nie zahipnotyzuje?
-Nikt- zapewnił młody Salvatore.- Elenie dałem to w wisiorku i ona… Nieważne. To zamknięty rozdział. April nosi werbenową bransoletkę, chcesz taką?
-Jasne, niech będzie.
-Ale jest pewien bolesny problem.
-Jaki?
Stefan otworzył saszetkę i dotknął werbeny. Ta mocno poparzyła go w palec. Chłopak tylko cicho syknął z bólu.
-Stefan! Nie rób tak!- odruchowo krzyknęła.- Poparzyłeś się!
-Nic takiego. Tak właśnie działa werbena. Kiedy Damon cię wkurzy, możesz też go tym dotknąć. Będzie go mniej bolało, bo żywi się ludzką krwią, ale też się nieco poparzy.
-Dobrze- pocałowała go.
*Tymczasem u Wiktorii*
Jak sobie postanowiła, tak zrobiła. Wiktoria wyszła z domku dwadzieścia minut wcześniej. Postanowiła pójść do Moniki. Ich domki były od siebie dość daleko, więc szesnastolatka miała nadzieję spotkać Damona i nawrzucać mu, ile się przez niego nacierpiała. Im bardziej oddalała się od swojego lokum, tym mniej zawziętości i uporu miała w sobie.
*W tym samym czasie*
Damon wyszedł z domu. Dziś postanowił pojechać na obóz autem, bo bieganie o poranku nie za bardzo go korciło. Po kilkunastu minutach był już na jego terenie. Przechadzał się wolno między domkami, aż w końcu zatrzymał się przy numerze dwadzieścia siedem. Odruchowo spojrzał na zegarek. Była 8.56. „Pewnie już nie śpi”-pomyślał, myśląc o młodej Warszawiance. Zapukał do drzwi, ale pocałował klamkę. Zajrzał przez okno, ale pokój okazał się pusty. Starszy Salvatore zastanawiał się, gdzie Wiktoria może się podziewać, kiedy nagle usłyszał przeraźliwy krzyk Matta przez megafon.
-No kochani, zaczynamy rozgrzewkę!-młody Donovan robił sporo hałasu.-W zdrowym ciele zdrowy duch!- krzyczał nawołując młodzież. Damon podszedł bliżej i uważnie przyglądał się, podchodzącym do Matta nastolatkom. W końcu zauważył majaczące w oddali rozwianą, kruczoczarną czuprynę. Wiktoria.
-Cześć-zamruczał seksownie.
-Hej!-odpowiedziała mu Monika, która towarzyszyła Kiljańskiej.
-Nie mówiłem do ciebie- chamsko odpowiedział, chociaż wciąż się uśmiechał .
-Jesteś opryskliwy- twardo powiedziała Wiktoria.
-Chciałbym porozmawiać. W cztery oczy- zaakcentował ostatnie zdanie.
-Mam rozgrzewkę.
-Myślę, że Matt nie będzie miał nic przeciwko temu, żebyś się z niej urwała.
-Ale ja nie chcę- szła w zaparte.
-???- Starszy Salvatore zrobił pytającą minę
-Możemy porozmawiać- nieco zmiękła.-Ale po śniadaniu.
-Hm, twarda jesteś. Lubię takie- zamruczał Damon i się ulotnił.
Po śniadaniu Caroline zebrała młodzież na krótkie spotkanie dotyczące planów na dzisiejszy dzień.
-Na dziś mamy dużo planów. Tyler, przeczytasz?
-Jasne. Za niedługo normalnie, zajęcia. Potem obiad, zamiast zajęć wizualnych idziemy na odkryty basen- w jadalni wzniosły się pomruki zadowolenia.- A po kolacji planujemy dyskotekę.
Gawiedź bardzo się ucieszyła. Po tej naradzie udali się do pokojów. Wiktoria także postanowiła tam iść, bo uznała, że Damon zapewne będzie czekał pod dwudziestką siódemką. Myliła się. Stał tuż przy drzwiach stołówki.
-Hej, maleńka.
-Nie wiem, czy taka maleńka.
-Oj, nie bądź taka oziębła.
-Chcę coś wyjaśnić- Wiktoria była nieugięta.
Poszli do domku. Leny nie było (najpewniej spędzała czas ze Stefanem), więc mieli wolny pokój.
-O czym chcesz porozmawiać, misiaczku?- Damon był słodki jak miód.
-Chcę wyjaśnić parę spraw, jak już powiedziałam- oficjalnym tonem powiedziała Warszawianka.
-Jakich?
-Dlaczego całowałeś Lenę, skoro niby jesteś mną zainteresowany? Dlaczego omal nie zabiłeś Stefana? Dlaczego mnie olałeś? No, proszę, wykaż się.
-Całowałem ją, bo ty mnie olałaś! Jak zwykle ciebie nie było, a w dodatku byłem pijany. Nie zabiłem Stefana, wiedziałem, że tylko go unieszkodliwię na kilka godzin. Nie olałem cię. Musiałem przemyśleć parę spraw i zakończyć pewien rozdział w moim życiu.
-Jaki rozdział?
-Musiałem odszukać Elenę w Nowym Orleanie.
-Nie mam zamiaru znów wysłuchiwać ody do Eleny. Do widzenia!
Wzburzona Wiktoria wypchnęła Damona z pokoju. Do wyjścia na basen już go nie ujrzała.
Po obiedzie i chwili przerwy, obozowicze wsiedli do autobusu. Po kilkunastu minutach znaleźli się na odkrytym basenie. Po wejściu, dziewczyny od razu skierowały się do swych przebieralni, aby zmienić ubrania na kostiumy kąpielowe. Wiktoria zajęła jedną z nich. Właśnie odpinała stanik, kiedy ktoś objął ją z tyłu.
-Kto..?- nie zdążyła dokończyć, co została obrócona o 180 stopni i ujrzała Damona. Ten natychmiast ją pocałował, aby uniknąć jej pytań. Nie mógł jej jednak całować wiecznie. Po chwili zdyszani odsunęli się nieco od siebie.
-Po co tu przyszedłeś?- Wiktoria założyła ręce na biodrach.
-Chciałem ci tylko coś wyjaśnić. O ten zamknięty rozdział chodzi.
-No słucham ale szybko, bo to nie miejsce i czas.
-Chciałem zamknąć rozdział w życiu pt. Elena. Znalazłem ją w Nowym Orleanie i powiedziałem jej, że z nami definitywny koniec, bo poznałem inną i kocham ją do szaleństwa.
-Inną?
-Tak. Ciebie. Przepraszam, że całowałem Lenę. Byłem zdenerwowany, myślałem, że mnie nie kochasz i olewasz. Czułem się… samotny- Damon po raz pierwszy, odkąd go poznała, był taki bezbronny i smutny.
-Och…- Wiktoria westchnęła. Po wyznaniu miłosnym starszego Salvatore’a dosłownie zabrakło jej słów. Podeszła więc do Damona, objęła go mocno i namiętnie pocałowała. On odwzajemnił pocałunek. Było jasne, że to było niewerbalne wyznanie miłości. Wszystko by dobrze się zakończyło, kiedy nagle kotara przymierzalni rozsunęła się. Zakochani odskoczyli od siebie jak oparzeni. Przed nimi stała piękna szatynka.
-Tak ze mną nie będziesz pogrywał- podeszła do Damona i spoliczkowała go.
-Damon, kto to jest?- wyszeptała Wiktoria.
-Dowiesz się w swoim czasie, zdziro- szatynka podeszła do szesnastolatki. Złapała ją za szyję…



Hej hej Przepraszam, że tak długo nie wchodziłam i nic nie pisałam,ale miałam młynek w szkole. Rozdział dedykuję http://malinowaorbitka1.pinger.pl/ -> świetny blog , a jego autorka świetnie pisze, wspaniałe opowieści ;* No i także dedykacja za to, że bezbłędnie rozwiązała test <3
  • awatar Gość: świetne! zaobserwujesz a może dasz koma ja już cię obserwuje!
  • awatar ♥ DELENA ♥: <33333333333333 Świetny rozdział i bardzooo dziękuję :*****
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kiedy April zobaczyła, że Lena i Damon się całują, natychmiast pobiegła do Stefana. Chłopak był szczerze zdziwiony, kiedy Young nagle wbiegła cała zdyszana do jego pokoju.
-Hej April. Coś się stało?
-Damon… Lena…- dziewczyna nie mogła złapać tchu. Stefan, usłyszawszy te dwa imiona, natychmiast się poderwał.
-Co? Porwał ją?!
-Nie… Oni... całują się.
-CO?!- wykrzyknął młody Salvatore.- Zabiję!
Biegnąc do dwudziestki siódemki, April próbowała przekazać Stefanowi swoje spostrzeżenia.
-Wiesz, Damon próbował mnie zahipnotyzować…
-Naprawdę? Więc pewnie z Leną tak zrobił. Szybko.
Weszli bez pukania. Stefan wszedł do pokoju i zobaczył brata, który całował po szyi jego dziewczynę. Milena miała bardzo zdziwioną minę, ale nie odpychała go. Młodszy Salvatore podszedł i wymierzył solidny cios w szczękę bratu. Damon zatoczył się i upadł na podłogę. Po chwili wstał.
-Nie zaczynaj się, gnoju- wybełkotał i popchnął konkurenta.
-Nie waż się tykać mojej dziewczyny!- wykrzyknął Stefan i znów uderzył brata w twarz. Straszy Salvatore skulił się. Wstał mocno zdenerwowany. Wziął swoją butelkę z Bourboną i trzasnął nią o ścianę. Trunek polał się po niej i kapał na podłogę. Damon wziął odłamek szkła i rzucił się na Stefana. Próbował zadać cios w szyję, ale brat uchylił się i dostał w plecy. Syknął z bólu i osunął się na ziemię.
-Stefan!- Lena nagle odzyskała świadomość. Uklęknęła nad chłopakiem i zapłakała.- On nie żyje!- wykrzyknęła.
*Tymczasem u Wiktorii*
Wiktoria poszła do Moniki mimo, że dawno wybiła pierwsza w nocy. Cicho zapukała w okno. Po chwili pojawiła się koleżanka.
-Nie przeszkadzam?- uśmiechnęła się Wiktoria, choć oczy dalej miała zapuchnięte od płaczu.
-Nie, no coś ty. Wbijasz? Tylko cicho, bo ta siermięga Patrycja śpi, a jak ją obudzę to pewnie zadzwoni do mamy- parsknęła śmiechem.
-Nie, chodźmy do mnie, co?
-Spoko, tylko założę buty.
Po chwili szły już obie po, tonącym w mroku, obozie. Po drodze, Warszawianka wyznała Monice, że jest w ciąży.
-Żartujesz sobie?!- trochę za głośno skomentowała koleżanka.
-N…nie- dziewczynie znów załamał się głos.
-To się wkopałaś. Kto będzie tatusiem?- uśmiechnęła się złowieszczo.
-No… Damon. Tylko z nim spałam.
-Wow! Jak będzie syn, to urodzi się niezłe ciacho!- Monika wyraźnie nie rozumiała powagi sytuacji.
-To nie jest śmieszne. Nie chcę być w ciąży!- tupnęła niczym pięcioletnie dziecko.
-Uspokój się, pobudzisz tą gawiedź- towarzyszka omiotła wzorkiem ciemne domki.
-Szczerze? Nic mnie to nie obchodzi.
*W tym samym czasie*
-Jeny, Stefan! Stefan, słyszysz mnie?!- Lena spanikowana płakała i nawoływała nieprzytomnego chłopaka. Damon, niepoczuwający się do odpowiedzialności, wyszedł bez pożegnania. Milena wstała i zaczęła szukać swojej komórki.- Muszę zadzwonić na pogotowie- chodziła po pokoju. Ujrzawszy leżącego Stefana, znów upadła na kolana i zawyła. –On nie żyje! Nie żyje!- Krzyczała, jak w amoku. Czemu się tak patrzysz?- dziewczyna zwróciła się do April. Ta pokiwała głową i wzruszyła ramionami w geście dezaprobaty. Nagle do pokoju weszła Wiktoria z Moniką.
-O matko jedyna- westchnęła Wiktoria, zobaczywszy , kucniętą Lenę i April z oczami jak spodki. Wtedy zobaczyła młodego Salvatore’a leżącego na boku, z odłamkiem szkła wbitym w plecy.-Boże! Co mu jest?!
-To.. On nie żyje!- zapłakała, zamiast wyjaśniać, jego dziewczyna.
-Jak to?- po raz pierwszy odezwała się Monika.
-To Damon- powiedziała Young.
-Damon tu był?- zapytała Warszawianka.
-I co, że był? Zabił Stefana!
-Może.. Coś się da zrobić?- westchnęła Monika.
-Idźcie po Caroline albo Tylera- powiedziała April patrząc przed siebie.
-Dobra, zaraz będziemy.
*Tymczasem w pokoju kadry*
Caroline leżała na łóżku i czytała książkę, kiedy nagle do pokoju wszedł Tyler.
-Cześć, kotku…- zamruczał.
-Cześć- odpowiedziała Forbes, nie podnosząc wzroku znad książki. Nagle młody Lockwood rzucił się na łóżko. Dziewczyna była tak pochłonięta książką, że nie zwróciła na to uwagi.
-Halo, Caroline… Tu jestem- zbliżył się do niej, ale ona nie odrywała wzroku od literatury. Chłopak zaczął całować ją po szyi. Caroline poczuła łaskotanie, więc odskoczyła.
-Tyler!-zaśmiała się.- To łaskocze.
-Bo ma- zaczął ją łaskotać po całym ciele, a w końcu leżeli obok siebie i się całowali. Pomiędzy pocałunkami, Tyler mówił:
-W ogóle nie znajdujesz czasu dla swojego chłopaka.
-To się zmieni- zamruczała Caroline i mocniej do niego przywarła. Wtedy nagle drzwi ich pokoju się otworzyły i ukazała się w nich Wiktoria. Para odskoczyła od siebie jak oparzeni. Na ich twarze wystąpiły rumieńce.
-Ja przepraszam, że przeszkadzam. Pukałam, ale…- zawiesił jej się głos.
-Ale…?- ponagliła Forbes.
-Ale mamy problem.
-O jeny, nie mógł iść Stefan? – jęknął Tyler.
-To właśnie z nim problem.
-Poważny?
-Bardzo.
-Caroline, to ja idę. Zaraz będę- zarzucił na siebie kurtkę i poszedł z Wiktorią.
Po drodze zapytał:
-Co się stało?
-To znaczy mnie przy tym nie było, ale April mówi, że był tam Damon. W każdym razie Lena mówi, ze Stefan nie żyje.
-Nie żyje?!- młody Lockwoow nie mógł uwierzyć własnym uszom.
Przyspieszyli. Po kilku minutach byli już w domu 27. Po wejściu do pokoju, oczom Tylera ukazał się dziwny widok: Na podłodze klęczała zapłakana Lena, a April stała i patrzyła w dal. Po chwili chłopak ujrzał także Stefana z odłamkiem szkła wbitym w plecy.
-Co się stało?- podszedł do Leny.
-Nie żyje, on nie żyje!- płakała.
-Lenka, uspokój się. Co się stało?- Tyler próbował opanować sytuację.
-To Damon- powiedziała April.
-Czy on żyje?- Milena złapała Lockwood’a za ramiona.
-Żyje.
-Jak to? Nie ma pulsu!
-Wampiry nie mają pulsu- odrzekł.
-Nie?
-Nie. Stefan ci nie mówił?
-Nie. Ale on się nie budzi!
-Niedługo się wybudzi. Trzeba wyjąć to szkło- po wykonaniu tej czynności powiedział- OK, teraz ułóżmy go, no na przykład tu- wskazał na łózko Leny. Podniósł chłopaka jakby ważył dziesięć kilo i ułożył wygodnie na posłaniu.- Teraz sobie pośpi. Niedługo powinien się obudzić. April, chodź.
Po tych słowach nauczyciele wyszli. Lena przypomniała sobie o przekazaniu wieści.
-Wiktoria..
-Hm?
-Nie jesteś w ciąży.
-Jak to?
-Rozmawiałam ze Stefanem. Wampiry nie mogą się rozmnażać, a Damon to przecież wampir.
-Jakie szczęście!- powiedziała Wiktoria i uściskała Monikę.
-Uhm. Tylko nie przestawiaj się na dziewczyny!- zaśmiała się koleżanka. Wiktoria wypchnęła ją z pokoju. –To pa!
-Pa!
Warszawianka była tak padnięta, że od razu poszła spać. Lena położyła się na łóżku, obok Stefana. Postanowiła czuwać i poczekać, aż się wybudzi, jednak o trzeciej zmorzył ją sen…


I jak Wam się podoba? Komentujcie, chętnie poznam opinie Wciąż możecie dawać propozycje, co moze znaleźć się w kolejnych rozdziałach
A teraz mały test z tą samą nagrodą, dla fanów The Vampire Diaries
1. Kogo Connor wyznaczył jako nowego łowcę?
a) Elenę
b) Jeremy'ego
c) Tylera
2. Kto zabił Connora?
a) Elena
b) Damon
c) Stefan
3. Jak miała na imię matka Bonnie?
a) Abby
b) Allison
c) Emily
  • awatar You Make Me Crazy: @gość: to znakomicie ! ^^ twoj naj ?
  • awatar Gość: @Make Me Crazy: Czy kojarzę?! Ja ich kocham! <3
  • awatar You Make Me Crazy: Kojarzysz postać damona i klausa z TVD ? jezeli tak zapraszam ! ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Nocą*
-Jak to w ciąży?!- Lena nie mogła uwierzyć własnym uszom.
-No… normalnie- Wiktoria znów zaczęła płakać.
-Ale czemu tak twierdzisz?
-Bo jestem podenerwowana, zmienna, źle się czuję i wymiotuję!- dziewczyna zaczęła jeszcze bardziej płakać. Krokodyle łzy, które roniła, utworzyły już sporą kałużę wokół niej.
-Jak to w ciąży?- powtórzyła jak echo Lena.
-Normalnie! Jesteś nieuświadomiona?!- Wiktoria wpadła w złość.
-Jestem, dla twojej wiadomości!- Milenie też już puszczały nerwy. Nie mogła zrozumieć, jak jej współlokatorka może być tak głupia. – Słuchaj, chodźmy spać. Poradzimy coś rano.
Mimo, że dziewczyny po kilkunastu minutach leżały już w łóżkach, żadna tej nocy nie zmrużyła oczu…
*U Stefana*
Stefana obudziły szelesty w jego pokoju. Po chwili otworzył oczy i ujrzał przed sobą Damona.
-Co ty tu robisz?
-Nie przywitasz się, braciszku?- Damon uśmiechnął się łobuzersko.
-Sorry, ale nie- warknął Stefan.
-Och, dlaczego?- starszy Salvatore imitował smutek, ale po chwili na jego twarzy znów gościł ten sam uśmiech.- A gdzie podziałeś Lenkę?
-Odwal się od niej. Nie rozumiesz?
-Rozumiem.
-Cieszy mnie to- młodszy Salvatore był zdenerwowany wizytą brata.
-Mam tu nową dziewczynę, więc nie będę to twojej Lenki zarywał.
-Jaką dziewczynę?
-Ma na imię Wiktoria- starszy Salvatore uśmiechnął się szeroko.
-O matko… To ta, z którą spałeś?-jęknął młodszy brat.
-O, widzę, że wieść szybko się rozchodzi. I bardzo dobrze.
-Nie wiem, czy bardzo dobrze. Masz zamiar z nią być?
-A czemu nie?
-Bo masz Elenę?
-Och, daj spokój. Z Eleną koniec.
-Jak to?- Stefan był szczerze zdziwiony. Jego brat tyle czasu walczył o jego byłą dziewczynę, aby w końcu przemienić ją w wampira i doprowadzić do przeniesienia jej uczuć na siebie. Stefan był wtedy załamany. A teraz? Zostawił ją?
-Elena zaprzyjaźniła się z Catherine. Ona nauczyła ją chyba jak być feministką i obie uciekły. Są chyba w Nowym Orleanie. W każdym razie pstryk! Odkochałem się! Teraz mam tą małą, słodką Wiktorię. Miło.
-Uspokój się. Jesteś od niej o wiele starszy.
-To co? Miłość wszystko wybaczy. Postanowiłem zacząć się z nią obnosić mimo, że nie jestem uczestnikiem tego żałosnego obozu. Hm, pójdę powitać moją nową dziewczynę. Albo nie! Zrobię to jutro. Niech młoda potęskni. Pa, braciszku!
Stefan nie pożegnał się. Nienawidził chamskiego zachowania swojego brata. Nie mógł pojąć, jak można tak perfidnie kogoś wykorzystywać. Spojrzał na zegarek. Damon był rannym ptaszkiem, bo odwiedził go zaledwie za dziesięć szósta. Chłopak nakrył się kołdrą. Postanowił nie myśleć o tym irytującym dupku.
*Nieco później. Domek 27*
Wiktoria zwlekła się z łóżka. Miała paskudny humor. Jej głowę aż rozsadzała tylko jedna informacja: ciąża. Miała ochotę uciec jak najdalej od tych problemów. Schodząc, musiała trochę nahałasować, bo Lena także się obudziła. Wiktoria bez słowa poszła do łazienki. Jej współlokatorka za nią.
-Dobrze się już czujesz?- zapytała.
-Jak mam się dobrze czuć, jak jestem w ciąży?- Wiktoria czuła, że zaraz znowu się rozpłacze.
-Nie jesteś pewna. Mam tylko jeden pomysł, który potwierdzi albo i nie tą ciążę.
-Jaki?
-Kupimy test ciążowy. Proste.
-Zgłupiałaś?!
-No a jak chcesz się przekonać czy jesteś w ciąży, czy nie?
-No ale to jest zadupie! Będę musiała iść do apteki z Caroline! Nie mogę jej tego powiedzieć!- Wiktoria wpadła w panikę.
-Pójdziemy do Stefana- zakomunikowała jej współlokatorka.
-Jeny, znów ten Stefan! Stefan to, Stefan tamto! Tylko Stefan i Stefan! Boże! Skończ!- dziewczyna krzyczała, jak opętana.
-Uspokój się! On jest dorosły, może iść i kupić, a Caroline zapewne pomyśli że to dla mnie…- speszyła się Lena.
-Nie będę nikogo wrabiać! Żałuję, że ci w ogóle powiedziałam o tej ciąży! Odczep się od mojego życia!
-OK, jaki nerwus.
Lena wyszła z łazienki. Postanowiła uszykować się szybciej. Tak też zrobiła.
*Tymczasem u Stefana*
Młody Salvatore właśnie był pod prysznicem, kiedy usłyszał, że ktoś dobija się do drzwi łazienki. Szybko zakręcił kran, wyszedł i narzucił na biodra ręcznik.
-Stefan!- to Tyler nawoływał go przez drzwi.
-Tak?- mruknął, strzepując nadmiar wody z włosów.
-Wyłaź natychmiast!
-Coś ważnego?
-Jak dla ciebie to tak!
Stefan wyszedł praktycznie nagi, kiedy natknął się na Lenę. Tylera już oczywiście nie było.
-Boże, czemu on mi nie powiedział, że to ty, kochanie?! Tak to bym się ubrał!- zaśmiał się!
-A co, gdyby to był Tyler, to byś wyszedł nagi, rozumiem?- Milena przekornie przechyliła głowę i skrzyżowała ręce na piersiach.
-Nie. Tylko dla ciebie- podszedł do niej i należycie się przywitał. –Dobrze, a więc idę się ubrać, żeby ci tu nie świecić golizną.
Dziewczyna uśmiechnęła się i kiwnęła głową.
Na śniadanie przyszli wyjątkowo o czasie. Podczas posiłku, Lena prawie nic nie jadła. Jej chłopak bardzo się zmartwił, więc gdy tylko wyszli, zapytał czy coś się stało.
-No tak, ale nie mogę ci powiedzieć.
-Dlaczego? Mówimy przecież sobie wszystko- znów ją czule pocałował.
-Tak, ale… Ja obiecałam tej osobie, że ci nie powiem.
-Kto mnie może nie lubić?
Lena odpowiedziała milczeniem.
-Wiktoria?
-Skąd wiedziałeś?
-Instynkt- uśmiechnął się.- Czy to ważna sprawa?
-Mhm- dziewczyna kiwnęła głową.- Nawet bardzo.
W końcu uległa i powiedziała Stefanowi.
-Wiktoria jest w ciąży.
-Z kim?- od razu padło pytanie ze strony młodego Salvatore’a.
-Och Stefan, naprawdę jesteś taki nierozgarnięty, czy udajesz? – dziewczyna puściła jego rękę.- Z Damonem, a z kim innym?
Chłopak podszedł do niej i pocałował ją w czoło.
-Kochanie, to niemożliwe. Nie-moż-li-we.
-Możliwe! Nie wiesz, jak powstają dzieci?
-Doskonale wiem, ale Wiktoria nie może być w ciąży z Damonem.
-A to dlaczego?
-Ponieważ on jest wampirem, a wampiry nie mogą się rozmnażać. Wiktoria sama ze sobą nie zajdzie w ciążę, więc bądźcie spokojne.
-Jesteś pewien?
-Na sto procent.
-Ale mi ulżyło- przytuliła się do niego i wtuliła nos w jego bluzę. Uwielbiała woń Stefana. Po chwili jednak, odsunęła się od niego.- Pójdę i powiem to Wiktorii.
-Będę u siebie- odparł Stefan i poszedł.
Lena pobiegła jak na skrzydłach do dwudziestki siódemki. Chciała jak najszybciej przekazać radosną nowinę swojej współlokatorce. W ogóle się nie rozglądając, wbiegła do domku i skierowała się od razu do pokoju. Nagle drzwi się za nią zatrzasnęły.
-Wi… Wiktoria?- zawahała się.
-Nie- zza szafy wyłonił się nie kto inny, jak Damon.
-Znowu ty- jęknęła.
-Jesteś słodka jak się denerwujesz- podszedł do niej bliżej. Stał zdecydowanie za blisko.
-A ty jesteś pijany.
-Nie aż tak bardzo- skrzywił się.
-Coś się stało?- bardziej stwierdziła, niż zapytała.
-Wikusia się na mnie o.obraziła! –wybełkotał Damon.- Powiedziała, że jest ze mną w ciąży, a nie może. Nie może, prawda?
-No… Prawda…- Lenę ogarnął strach, bo starszy Salvatore znów się do niej zbliżył.- Ja… Ja już chyba muszę iść.
-Nie musisz- odparł. Popatrzył jej głęboko w oczy.- Teraz cię pocałuję, a ty to odwzajemnisz.
-Teraz mnie pocałujesz, a ja to odwzajemnię.
Damon jeszcze bardziej zbliżył się do Leny i ujął jej twarz w dłonie. Ich wargi złączyły się, kiedy nagle do pokoju weszła April.
-Ogłoszenie…- zamarła w pół zdania. Damon do niej podszedł. W dwie sekundy ją zahipnotyzował. Ale z April to już nie pójdzie tak łatwo, jak z, niczego niespodziewającą się, Leną.



No i jak ?
Mam do Was takie pytanie. Czy może macie jakieś propozycje, co chcielibyście /chciałbyście zobaczyć w następnym 10 już rozdziale? Pozdrawiam <3
  • awatar ilovetvd: @Bella Thorne i Zendaya Coleman **: @DR House loves: Ale się uparłaś na tą ciążę :D Pożyjemy, zobaczymy ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
*Nazajutrz rano*
Wiktoria postanowiła zwierzyć się Lenie i od razu tego pożałowała.
-Spałaś z Damonem?!- wydarła się Lena , a szczęka opadła jej prawie do kolan.
-Tak, no i co z tego?- Wiktoria odwróciła się, bo oblała się rumieńcem, na wspomnienie wczorajszej nocy. – Nic się nie stało.
-Nic? Spałaś z obcym facetem, w dodatku niebezpiecznym porywaczem! Ty używasz mózgu?!
-Tak, w przeciwieństwie do ciebie. To moje życie. Używam mózgu i wiem, że z taką wywłoką, jak ten twój Stefan, nie czeka mnie nic ciekawego. A z Damonem to co innego…
-Co innego? Ty jesteś nienormalna- jęknęła Lena. Nie mogła uwierzyć, że Wiktoria mogła być taka głupia.
-Odczep się. Ty też nie jesteś święta. Ty i ten twój… Stefan- imię młodego Salvatore’a, Wiktoria wypowiedziała wręcz z odrazą. Tymi słowami, Warszawianka ucięła dyskusję. Postanowiła wybrać się na spacer. Miała jeszcze prawie godzinę, do rozpoczęcia zajęć. Idąc, rozmyślała o Dominiku i Anicie. Jak mogli jej to zrobić? Nie mogła tego pojąć. Za to Damon okazał się świetnym pocieszeniem wczorajszego wieczoru. Wziął od niej numer telefonu i obiecał dzwonić. Kiljańska wyciągnęła z kieszeni komórkę. Żadnych wiadomości. „Niech to szlag”-zaklęła –„Co ja mam teraz robić?”. Postanowiła udać się do Moniki. Opowiedziała jej o zdradzie chłopaka i byłej przyjaciółki.
-I potem…- chciała kontynuować opowieść, ale się zawahała. Bała się, że Monika może zareagować tak emocjonalnie, jak Lena.
-I potem?- zachęciła Monika.
-Nie wiem, czy jest sens, żeby ci to opowiadać…
-A nie ufasz mi?- koleżanka uśmiechnęła się, eksponując śnieżnobiałe zęby.
-Ufam.
-To powiedz.
-Ale nie powiedz nikomu?
-Komu miałabym powiedzieć? Tej ofierze losu- Patrycji? Boże, przeklinam los za to, że muszę z nią mieszkać. To totalna zakała. Rozmawia cały czas z rodzicami i wyje do telefonu. Kompletna idiotka!- Monika parodiowała swoją męczącą współlokatorkę.- No, ale mów.
-No i potem… Ja i Damon… My tego… No przespaliśmy się ze sobą.
-Wow! Nie ściemnasz?!
-Nie!
-Dobra jesteś! Ale zaraz zaraz… Damon to ten chłopak, co przyprowadził tą twoją współlokatorkę do jadalni?
-Mhm.
-Niezłe ciacho! Ej Wikuś, masz oko!
-Wiem, też uważam, że jest sexy- obie dziewczyny uśmiechnęły się.
-Tylko wiesz, uważaj.
-Uważaj na co?
-No wiesz…- Monika uśmiechnęła się.- Moja koleżanka też miała chłopaka. Ale ciacho. No i też się przespali. I ona zaszła w ciążę.
-No co ty, mi się to nie zdarzy- Wiktoria parsknęła śmiechem.
-Ona też tak mówiła. Ale nie gadajmy o tym, co?
-Jasne- odpowiedziała Kiljańska, ale w głowie miała już tysiące czarnych scenariuszy…
*Godzinę później*
Na zajęciach naukowych, Stefan i Lena celowo wybrali miejsce na samym końcu sali, tuż przy pokaźnym fikusie. Słuchając April, trzymali się za ręce, a Lena bawiła się pierścieniem chłopaka.
-Piękny…- szepnęła, zresztą ja zwykle.
-Jak ty- dodał Stefan, a twarz Mileny błyskawicznie się zaczerwieniła. Stefan uniósł palcem jej brodę.- Ślicznie wyglądasz, jak się rumienisz. Zawstydzona szesnastolatka, odwróciła wzrok. –Naprawdę- dodał jeszcze Stefan, głaszcząc jej palce.
-Hej zakochani, ciszej tam!- powiedziała April, a oni natychmiast się uciszyli.
Po zajęciach uczniowie mieli jeszcze sporo czasu do obiadu. Lena myślała, że jak co dzień, przejdą się nad staw, trochę poprzytulają i pogadają, ale młody Salvatore miał inne plany.
-Chcesz się wybrać na wycieczkę?- powiedział i tajemniczo się uśmiechnął.
-Gdzie dokładniej?
-Nie mogę ci powiedzieć. To niespodzianka- pocałował ją w czoło.- To chcesz?
-Nie wiem, do obiadu niedaleko…
-Nie masz wyboru!- Stefan podniósł ją i trzymał w objęciach.- Idziesz ze mną- powiedział i zerwał się do biegu. Lena zamknęła oczy i wtuliła się w tors chłopaka. Po chwili poczuła grunt pod nogami.- Hej, piękna! Jesteśmy.
Dziewczyna obejrzała się. Byli nad jeziorem, w lesie.
-Jak tu pięknie- aż zaparło jej dech w piersiach.
-Taaa…- Chłopak zapatrzył się w dal.- Tak cicho i spokojnie- położył się na trawie. Lena ułożyła się na jego brzuchu. Oddychała dość szybko. Była niespokojna. Stefan migiem to wyczuł.- Lenka, co się dzieje?
-Nie… Nic.
-Przecież widzę. Czuję.
-No w sumie… Tak, stało się.
-Co? Mów- zaczął bawić się jej włosami.
-Wiktoria spała z Damonem.
-Co?!- Chłopak nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.- Czy ona ma mózg?!
-O to samo się jej spytałam, ale tylko się obraziła. Powiedziała, że potrzebowała tego.
-On może jej zrobić krzywdę. Jest nieobliczalny.
-Wiem, ale Wiktoria też. W sumie, wie na co się porywa.
-Wie i nie wie. Ale to jej decyzja.
-Próbowałam ją odwieść od zamiaru kontynuowania z nim znajomości, ale wiesz… Mogę mówić i mówić. Jak krowie na rowie.
-Dokładnie…- Stefan odwrócił głowę. Milena podniosła się i zobaczyła jego zadumę.
-Co się stało? Teraz ty mów- usiadła obok niego.
-Źle mi z tym, że jest tyle kłopotów z Damonem. To mój brat. Pewnie też jestem taką świnią jak on, ale nie tak oficjalnie.
-Przestań! Nawet tak nie mów. Jesteś najwspanialszym chłopakiem pod Słońcem!
-Mówisz tak, bo…- Stefan zawstydził się. Nie wiedział, czy może użyć słów „jesteś zakochana”. Nie chciał wkładać jej w usta czegoś, czego nie powiedziała.
-Tak, bo cię kocham.
-Jakbyś mi czytała w myślach. To chciałem powiedzieć.
Zaczęli się całować. Nagle zapiszczała komórka Stefana. Lena wciąż siedziała mu na kolanach i składała mu pocałunki. Chłopak, nie patrząc nawet kto dzwoni, włączył tryb głośnomówiący.
-Hej Stef, skończ na chwilę te cmoki- w słuchawce odezwał się Matt.
-Jakie…cmok.. ?- Stefan oddzielał wyrazy. Wyglądało to mniej więcej tak: słowo-pocałunek-słowo..
-No słyszę, że całujesz się z Leną, a ja mam problem- dziewczyna zaczerwieniła się i odwróciła głowę.
-Jaki?-uśmiechnął się chłopak patrząc na Milenę.
-Widziałeś gdzieś moje spodnie?
Salvatore oczywiście, nie wiedział. Po odłożeniu słuchawki, zakochani wybuchli serdecznym śmiechem.
*U Wiktorii*
Dziewczynę bardzo zmartwiły słowa Moniki. „A co, jeśli jestem w ciąży?”- tylko taka myśl zaprzątała jej głowę. Nic nie przełknęła podczas obiadu. Kolacji także nie tknęła. Wieczorem siedziała sama w pokoju, bo Leny oczywiście była ze Stefanem. W brzuchu kiszki grały jej marsza, a ona nie wiedziała, co robić. W końcu podeszła do swojej walizki i poszukała czegoś do jedzenia. Znalazła żelki misie, które kupiła jeszcze w Polsce. Zapewne były już dawno przeterminowane, ale Wiktoria była tak wygłodniała, że pożarła je w okamgnieniu. Postanowiła wcześniej pójść spać. Po niespełna godzinie snu, pobiegła do łazienki. Jej żołądek bardzo źle zareagował na przeterminowane żelki oraz brak kolacji i obiadu. Wiktoria usiadła na podłodze, opierając się o wannę i zaczęła histerycznie płakać. Kiedy poczuła, że już brakuje jej łez, a rozmazany tusz, całkiem się rozpłynął, po prostu zasnęła.
*W pokoju kadry*
Pokój Stefana stał się stałym miejscem pobytu Leny. Dziewczyna nie chciała uczynić z niego noclegowni, więc postanowiła pójść już do siebie.
-Jak to? Już- chłopak był szczerze zdziwiony.
-No tak. Nie chcę tu robić dla siebie noclegowni.
-Szkoda- pocałował ją po raz enty tego dnia.- Tak lubię, jak zasypiasz mi na kolanach. Jak kotka.
-Haha! Bez przesady. Pa!
-Odprowadzę cię.
-To żabi skok.
-Ale wiesz… nie chcę, żeby coś ci się stało.
-Dobrze.
Spletli swoje dłonie i poszli. Pod dwudziestką siódemką czule się pożegnali.
-Dobranoc, kocham cię- powiedział Stefan.
-Pa, ja ciebie też- odpowiedziała mu. Dziewczyna na palcach weszła do domku. Było już po pierwszej, więc sądziła, że Wiktoria śpi, lecz kiedy weszła do pokoju, jej łóżko było puste. „Pewnie poszła do tej koleżanki… Jak jej tam.. Chyba Monika”-myślała Milena, idąc do łazienki. Tam doznała szoku. Zobaczyła siedzącą koło wanny Wiktorię. Była brudna, zapłakana, a jej tusz mazał się po całej twarzy.
-O jeny, Wiktoria…-powiedziała Lena i zaczęła jej przemywać twarz. Wtedy jej współlokatorka obudziła się. Kiedy ją ujrzała, znów zaczęła histerycznie płakać.
-Wiktoria… Wiktoria, halo! Co się stało?
Dziewczyna przez chwilę jeszcze dławiła się od płaczu, ale po chwili odzyskała głos.
-Jestem w ciąży.




Rozdział dedykuję dziewczynie, która cały czas mówi, że ma beznadziejny blog, a to nieprawda! ;* Prooszę http://huddulove.pinger.pl/ ---> jest super ;D
  • awatar ilovetvd: Nooo, zabalowali xD Ale twój blog jest serio super! Nie masz prawa zaprzeczać! Hahahah :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
*Domek nauczycieli*
Milenę obudziło rażące słońce, którego promienie dostawały się do pokoju. Szybko zamknęła powieki i po omacku szukała komórki. Nie mogła jej jednak znaleźć. Z trudem otworzyła zmęczone oczy. Myślała, że zobaczy nad sobą wierzchnią stronę łóżka, na którym spała Wiktoria, ale miała przed oczami tylko biel sufitu. „Nie jestem u siebie”-przemknęło jej przez głowę. Odwróciła się i ujrzała Stefana, który spał na podłodze, z głową opartą na łóżku, na którym właśnie leżała. Skonsternowana, skuliła nogi. W tym momencie młody Salvatore się obudził.
-Stefan?
-O, Lenka. Już nie śpisz- patrzył na nią w taki sposób, że szesnastolatka rozpływała się, jak lody w upalny dzień. – Jak się spało?
-Dobrze, wręcz świetnie, ale ja….-zawahała się. Nie chciała powiedzieć nic głupiego, była jednak bardzo skołowana. Nie pamięta, jak się tu dostała, ani czemu śpi w łóżku Stefana. Nagle przyszła jej do głowy straszna myśl: a jeśli oni robili coś, ale już dziś nic z tego nie pamięta?
-Ale ty….?- zapytał chłopak.- Lenka, kochanie, coś się trapi?
-Nie.. Nie wiem… Tak.
-Co dokładniej?- Stefan , nadal w klęczkach, zbliżył się do niej i ujął jej dłoń.
-Jak ja tu trafiłam? Czemu nie śpię u siebie? Czy my..?
-Nie- uśmiechnął się łobuzersko, ale natychmiast spoważniał.- Nie. Przecież ledwo się znamy. Trafiłaś tu, bo jak wróciłaś z Damonem i siedzieliśmy koło stołówki , to zasnęłaś mi na kolanach.
-Serio?- Lena uśmiechnęła się na myśl, jak komicznie musiała wyglądać.
-Serio, serio. Wiesz, jak słodko wyglądałaś?- Stefan zaczął bawić się kosmykiem jej włosów.
Lena lekko się zaśmiała, lecz po chwili znów go spytała.
-Mogę o coś spytać?
-Już spytałaś, kochanie- odparł Stefan.
-To zadam jeszcze jedno.
-To zadaj- uśmiechnął się.
-Czemu nie zaniosłeś mnie do mnie, tylko tu ? Przepraszam za to, że jestem tak obcesowa…- speszyła się.
-Nie jesteś. Zaniosłem cię najpierw do dwudziestki siódemki, ale dopiero pod drzwiami zorientowałem się, że nie mam klucza. Chciałem więc wrócić do jadalni i wziąć go od Wiktorii, ale ty wtedy tak mocno do mnie przywarłaś, że dosłownie się rozpłynąłem..
-Taka jestem ciężka?
-Nie, tak słodko mnie przytuliłaś. Więc zaniosłem cię do siebie.
-Jejku… Dziękuję...- powiedziała Lena.- u Damona pewnie byłabym skuta w kajdany.
-Że co?!
-Nic…
-Powiedz- nalegał.
-Nie chcę robić szopki. Poza tym boję się.
-Czego, Lenuś? Czego?
-Jego, ale przede wszystkim tego, że ty będziesz chciał do niego iść i coś ci się stanie, a ja… -tu załamał jej się głos- nie wiem co bym wtedy zrobiła…- dokończyła już szeptem.
Młody Salvatore usiadł obok niej i poprosił o zdanie relacji z wczorajszego dnia. Lena, lekko pochlipując, wszystko mu opowiedziała. Kazała mu też, aby niż z tym nie robił; obiecał. Po skończonej relacji, nie mógł jednak wytrzymać. W środku czuł, że aż się gotuje.
-Zabiję tego gnoja!- warczał, wciąż trzymając dłoń dziewczyny.
-Nie, ja… Stefan… proszę. Spokojnie…
-Jak można być spokojnym? Jak…? Ja bym…- Stefan nie dokończył, bo Lena zamknęła mu usta pocałunkiem. Chłopak był strasznie zdziwiony, że ona wyszła z inicjatywą. Sam miał zamiar to zrobić, ale bał się, ze ją spłoszy. Teraz, kiedy czuł bliskość Leny, nie mógł już się od niej oderwać. Przytulił ją do siebie i szepnął, że ją kocha. Po raz pierwszy usłyszał to długo wyczekiwane „Ja ciebie też”. Stefan nadal trzymał ukochaną w objęciach, kiedy do pokoju wszedł Tyler.
-Stefan… Uau, nie przeszkadzam?- Lockwoood znacząco uniósł brwi.
-Nie… Ten…. Yyy.. Coś się stało?
-Nic, oprócz tego, że jakieś piętnaście minut temu zaczęło się śniadanie.
-Już idziemy- odparł, choć wcale nie miał ochoty na posiłek. Najchętniej spędziłby tu cały dzień, oczywiście z Mileną u boku.
Szli na śniadanie, mając splecione ze sobą dłonie. Lena zaczęła bawić się pierścieniem Stefana. Obracała go na jego palcu, gładziła piękne lapis-lazuli. Nie mogła się zachwycić.
-Jaki piękny..- nie mogła się nadziwić.
-Wiesz, że bym ci go dał, tak jak moje serce, ale gdybym to zrobił to to serce przestałoby bić.
Stefan umiał tak mówić, że pod nią uginały się nogi. Kiedy weszli do jadani, wciąż trzymając się za ręce, wzbudzili spore zainteresowanie wśród gawiedzi. Po śniadaniu, młoda Poznanianka, poszła do swojego domku nieco się ogarnąć. Kiedy stała przy szafie i wybierała ubrania, do pokoju weszła Wiktoria. Ich spojrzenia się spotkały.
-Ej, Lena..?
-Hm?
-Słuchaj… Takie mam pytanie. Mogę je zadać?
-No jasne- powiedziała.
-Czy ty i ten Stefan to tak na serio?
-No na serio, a co na niby?
-No nie, tylko się pytam. Wiesz, ciekawie się zapowiada. Nie wracasz na noc… To mogę tu zapraszać sobie koleżanki?
-To było jednorazowe- odparła i znów napotkała zdzwione spojrzenie Wiktorii. Po chwili Warszawianka zaczęła się histerycznie śmiać.- Co cię tak bawi? Wiktoria..?
-„To było jednorazowe”- zacytowała.- A powiedziałaś to komicznie. Jakbyś sobie sprawiła szybki romans na jedną noc. Nieźle. A myślałam, że taka cicha mycha jesteś.
-Nie spałam z nim!- krzyknęła Lena, a na jej twarz wystąpił wielki rumieniec.
-To czemu jesteś cała czerwona?
-Oj, odczep się- zachowanie Wiktorii zaczynało ją denerwować. – To TY masz kosmate myśli.
-Mhm..- Wiktoria pokiwała głową z politowaniem.
-Nie spałam z nim! Wracam do domku na noc!-powiedziała, lecz dzisiejszy wieczór również spędziła w domku Stefana. Obiecywała sobie, że posiedzi tylko kilka godzin z nim, Caroline, Tylerem, Mattem , April i Bonnie. Miała zamiar wrócić na noc, aby nie dać Wiktorii tej satysfakcji, ale nic z tego. Przez cały wieczór siedzieli całą gromadą w pokoju młodego Salvatore’a. Ani się obejrzała, a już spała na jego kolanach. Czuła tylko dłoń Stefana, która delikatnie głaskała ją po głowie.
*U Wiktorii*
Dziewczyna czuła się nieco samotna, więc uruchomiła Skype i zadzwoniła do Dominika.
-Cześć, kochanie- powiedziała Wiktoria uśmiechając się do ekranu komórki. Dominik był jednak dziwnie zaspany. W pierwszym odruchu Wiktoria pomyślała, że być może, w Warszawie jest teraz noc, ale w Mystic Falls była teraz koło północy, więc u nich… Jakoś osiemnasta.
Warszawianka opowiedziała chłopakowi całą akcję z zaginięciem Mileny oraz jej i Stefana romansie.
-Czaisz to?- zaśmiała się do swojej sympatii. Nagle, w tle zobaczyła dziewczynę. Przyjrzała się dokładniej… Dominik nie zorientował się, że kamerka obejmuje cały jego pokój. Dziewczyna…. To była Anita. Serdeczna przyjaciółka Wiktorii. Mało tego- Anita była ubrana w wielką, niebieską bluzę, należącą do JEJ chłopaka, którą Wiktoria podarowała Dominikowi na urodziny. Szesnastolatka poczuła się, jakby ktoś wbił jej nóż w plecy. Zdradzona przez dwie najbliższe osoby. Miała ochotę ich obojga rozszarpać.
-Cześć Anita!- mruknęła tylko i rozłączyła się. Przestała odbierać połączenia od Dominika. Nakryła się kołdrą, aż po samą szyję, kiedy nagle usłyszała głos.
-Cześć.
Wynurzyła się z pościeli. Na szafie, obok niej, siedział megaprzystojny brunet, który łobuzersko się do niej uśmiechał. Wiktoria w mig rozpoznała jego twarz- to był Damon, porywacz Leny.
-Porwałeś Lenę- powiedziała, choć to nie miało żadnego sensu.
-Oj, nie wracajmy do tego. Uważałem, że to bardzo ładna dziewczynka. Właściwie, najładniejsza stąd.
-Uważałeś?- przekomarzała się z nim, to było widać.
-Uważałem. Do dzisiaj.
-Coś uległo zmianie? Lena nagle zbrzydła?
-W moich oczach tak. Spotkałem inną, ładniejszą sztukę.
-Dziewczyna to dziewczyna, nie jakaś sztuka.
-Daj dokończyć. Wiesz jak się nazywa?
-Nie.
-Wiktoria. A mieszka w domku 27. Znasz?- spojrzał na nią zalotnie i znów się uśmiechnął.
-Owszem.
-A wiesz co? Powiem ci taką ciekawostkę z życia Damona, chcesz?
-Chcę.
-On świetnie całuje. Mówi się, że najlepiej w USA.
-Co ty nie powiesz?
-A czy ta Wiktoria, co ją ponoć znasz, nie została zdradzona?
-Została- Wiktoria poczuła gulę w gardle. Chciało jej się płakać. Było jej okropnie smutno, ale postanowiła kontynuować gadkę z Damonem. Flirtując ze starszym Salvatore'm, odreagowywała zdradę Dominika.
-Bardzo mi przykro. A chcesz się przekonać, czy ten Damon całuje lepiej od chłopaka Wiktorii?
Wiktoria milczała.
-Nie widzę sprzeciwu- powiedział.
-Ja też nie- kokieteryjnie dodała Wiktoria. Damon, w okamgnieniu, usiadł obok niej. Ich wargi dotknęły się, ale na tym nie poprzestali…


Hej znów! Mam coś w rodzaju weny. Zapraszam do czytania Dobranoc <3
  • awatar ilovetvd: @Poglądy nastolatek: zgłaszam się ;* A jak mam się rozgłaszać?
  • awatar Poglądy nastolatek: mam konkurs na naj bloga zgłaszamy się pod wpisem. + widzę że masz szanse wygrać. Jeśli zgłosisz się do konkursu rozgłaszaj się na innych blogach..... powodzonka!!!! ( rozgłaszaj się dopiero gdy zobaczysz dodany wpis z linkami do blogów) pamiętaj przeczytaj zasady konkursu!
  • awatar Poglądy nastolatek: jejku talent w 100%
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*Rano*
Stefan biegał jak opętany po obozie. Towarzyszył mu Matt , Tyler i Caroline, a za nimi szła także Wiktoria i April. Cała obozowa gawiedź została pod opieką Bonnie. Towarzysze młodego Salvatore’a ciągle musieli wysłuchiwać jego utyskiwać na swoją głupotę.
-Czemu jestem taki głupi?!- tarmosił swoją czuprynę.- Dlaczego nie wziąłem od niej telefonu. Dlaczego? Co mnie podkusiło?! Co ja narobiłem?! Jestem nienormalny!- chłopak krzyczał, jak w amoku.
-Stefan! Stefan, ogłuchłeś?- Caroline potrząsała nim za ramię.- To nie twoja wina! Uspokój się, tym zrzędzeniem nie znajdziemy Leny.
-Yyyy… pan Stefan, tak mam się zwracać?- powiedziała Wiktoria. Była ogromnie zakłopotana, bo nigdy nie rozmawiała jeszcze z Salvatore’m. Caroline i Tyler roześmiali się, mimo gęstej atmosfery.
-Stefan… Wystarczy Stefan… Ale to chyba teraz nieistotnie, nie sądzisz?
-Nie. Ja mam numer Leny.
-Masz?! I nie dzwonisz?! Czyli nie tylko ja tu nie używam mózgu, jak widać.
-Stefan! Jak możesz być takim chamem! Ona chce pomóc!- zbulwersowała się Caroline.
-Ej, ona ma rację, Stefan- dodał Matt.
-Eh… Wiem… Przepraszam, Wiktoria. Zagalopowałem się- położył jej ręce na ramionach.- Zachowuję się jak idiota. Którym jestem. Wybacz.
-Nie gniewam się. Chodzi o to, że owszem, mam numer do Leny, ale dzwoniłam już. Nie odbiera.
-Cholera- zaklął chłopak.
-Bez nerwów. Odnajdzie się. Nie mogła przepaść ot, tak.- uspakajała wszystkich April , ale wiedziała, że jej słowa, nie wywierają na nikim większego wrażenia.
-Proponuję, żebyśmy usiedli u nas w domu. Wzięli Bonnie, ogłosili wolny dzień. Wypijemy herbatę, zrelaksujemy się. Jeżeli nie odnajdzie się do jutra, dzwonimy na policję- zakomunikowała Forbes.
-Masz rację, kotku- zamruczał Tyler i wszyscy udali się do ich lokum.
*Tymczasem*
Ciemnowłosy oprawca Leny siedział na wielkim fotelu i popijał drink- Bourbon, kiedy nagle zjawiła się blond piękność.
-Rebekah, jak miło cię widzieć, kotku…- zamruczał jej do ucha. Kiwnął na nią palcem.- Chodź, pomiziamy się.- Dziewczyna założyła ręce na piersi i patrzyła na niego lodowatym wzrokiem.-OK, nie chcesz to nie. Myślałem, że będzie miło, złotko.
-Nie będzie. Dobrze wiesz, czemu to robię. Kiedy odnajdziemy Klausa?
-Nie wiemy czy żyje, misiu.
-Nie obchodzi mnie to! Finna, Kola i Elijah też musimy odnaleźć!
-Wiem.
-Obiecałeś- zmierzyła go wzrokiem.
-Oczywiście. Tylko rozprawimy się z moim braciszkiem i jego nową kochanką.
Rebekah spojrzała na drzemiącą w kącie Lenę.
-Wygląda okropnie, jest brudna.
-Dokładnie. Ale co ja mam ją myć? Zrobiłbym to chętnie, ale skubana stawia opór. Zupełnie jak ty. Lubię takie.
-Nie zadzieraj. Jestem silniejsza i dobrze o tym wiesz, ale ty tylko masz dostęp do Stefana, a on z kolei do tej małej Bennett. Ona nam pomoże.
-Owszem. Ale powróćmy do mojego planu- co zaobserwowałaś, ślicznoto?
-No byłam w tym marnym obozie. Trwają poszukiwania tej smarkuli. Szuka jej Stefan, Caroline, Tyler, Matt, April i jakaś dziewucha, to chyba jej przyjaciółka.
-Mają zamiar coś zrobić?
-Chcą dzwonić na policję.
-O nie, braciszku, tak nie będziemy się bawić- nieznajomy cisnął szklanką z ścianę. Drink popłynął po cegłach, kapiąc na podłogę.- Dziękuję Rebekah, do zobaczenia później.
Blondynka wyszła z pokoju, bez pożegnania.
W tym momencie obudziła się Milena.
-Hej kotku.
-Kim jesteś? C mi zrobiłeś? Gdzie ja w ogóle jestem?
-Spokojnie , maleńka..
-Czemu jestem skuta jak pies? I brudna? Głodna?
-Zmieńmy strategię. Pójdziesz się umyć i porozmawiamy, OK?
Lena z, braku laku , kiwnęła głową.
-Christopher!- krzyknął nieznajomy. W pokoju pojawił się młody chłopak.- Zaprowadź tą dziewczynę do łazienki, a jak skończy się myć, przyprowadź ją tu, czy to jasne?
Christopher kiwnął głową z aprobatą.
Po dwudziestu minutach Lena i porywacz siedzieli na wielkich fotelach- ona z kubkiem kawy w rękach, on z Bourbonem.
-Dobra kotku, powiedzieć ci, kim jestem? Choć zapewne wiesz, ale nie domyślasz się z dwóch powodów. Po pierwsze: jesteś w jakimś transie, po drugie: ja cały czas siedzę w ciemnościach albo jestem odwrócony, żebyś mnie nie widziała. To jak- wyłonić się?
-Tak- Lena była bardzo skołowana, ale także ciekawa, kto ją porwał i przede wszystkim: dlaczego?
Z ciemności wyłonił się…
*Tymczasem*
Kadra wraz z Wiktorią, siedziała i piła herbatę. Stefan szczękał zębami o kubek i kilkakrotnie wylewał z niego ciut napoju, tak mu się trzęsły ręce.
-Stefan, ty się naprawdę tak denerwujesz?- zapytała April. Chłopak kiwnął głową i zapatrzył się w ścianę.
-Mówiłem wam, że Salvaotre naprawdę się zakochał!- Tyler klasnął w dłonie.
-Nareszcie-dodał Matt.
-Och, dajcie mu już spokój. Proponuję obejrzeć jakiś film…
*U Leny*
Kiedy zobaczyła twarz Damona, od razu skojarzyła fakty. Jak mogła być taka głupia?!
Z przerażenia, aż krzyknęła, ale on stał i uśmiechał się tak samo, jak zawsze. W pierwszym odruchu zerwała się i zaczęła biec do drzwi, ale starszy Salvatore okazał się szybszy i zagrodził jej przejście.
-Kotku, chcę zawrzeć umowę.
-Jaką umowę?- zapytała Lena. Miała dość ucieczek i porwań. Postanowiła być posłuszna i jak najszybciej dostać się do Stefana. Tęskniła za jego ślicznym zapachem. Przypomniała sobie całą anatomię jego palców, chłodny dotyk jego dłoni, jego pierścień, którym tak się zachwycała. Popatrzyła na ręce Damona. Miał go na tym samym palcu. Był identyczny.
-Słuchasz mnie w ogóle?- Lena, oczywiście, nie słuchała.
-Yyy…. Zamyśliłam się.
-Nie ma żadnej umowy. Chciałem po prostu skupić twoją uwagę na mnie.
„Jaki on jest podłym chamem!”-od razu pomyślała Lena.
-Odstawimy cię do Stefanka, co? Zbliża się zmierzch, nie chcesz chyba spóźnić się na kolację?
-Dlaczego w ogóle mnie porwałeś?
-Hej, czemu od razu porwałeś? To była taka zabawa.
-???- Lena zrobiła pytającą minę.
-Och, pokłóciliśmy się. Stefan miał mi pomóc odnaleźć lekarstwo dla Eleny- jego byłej, która teraz jest moja, bo ją przemieniłem w wampira. Kiedy ją przemieniłem, Elena przestała go kochać. I słusznie- dodał, bez cienia skruchy.- On nie chciał mi pomóc, więc się wkurzyłem. A fioła na twoim punkcie, jeszcze większego niż na punkcie Eleny, wiec postanowiłem go nastraszyć i cię zabrać.
-Jesteś okropny- powiedziała Lena.
-Och, wiem. Taka natura. Nic nie poradzisz. Na świecie muszą być dobrzy i źli. Ja jestem ten zły. Ach, ten podły Damon! Ale wiesz co? Dobrze mi z tym.
-A nie powinno- odparła.
-Och, chodź już. Stajesz się tak nudna jak Stefan. Wskakuj.
Po kilku minutach byli na terenie obozu. Na dworze już szarzało, a w jadalni paliło się światło, co oznaczało, że właśnie jest pora kolacji.
-Pa kotku, jeszcze się nie spotkamy- Damon uśmiechnął się złowrogo.
-Mam nadzieję, że nie- powiedziała i odeszła. On ją dogonił.
-Czekaj, idę z tobą.
-O nie!- jęknęła.
-Tylko pożegnam się ze Stefanem i zaraz znikam, słowo! Elena czeka. Chodź- złapał ją za przegub i prowadził na stołówkę.
Kiedy otworzyli drzwi do jadalni, wszyscy do nich podbiegli.
-Jesteś!
-Nareszcie!
Stefan podbiegł i przedarł się przez tłum gapiów. Damon wciąż ściskał przegub dziewczyny.
-To była tylko mini konfrontacja bracie. Wkurzyłeś mnie, że nie chciałeś szukać leku. Wiesz jakiego.
-Damon!- April wykrzyknęła jego imię z odrazą.
-Jesteś paskudny- dodała młoda Forbes.
-Dziewczynki, spokój. Rozmawiam z braciszkiem.
-To jeszcze nie koniec- syknął.- Wkurzyłeś mnie ostro.
-Odczep się, sam sobie go szukaj.
-Jak sobie chcesz, tylko nie przychodź do mnie z płaczem, jak czegoś będziesz potrzebował. Masz ją-puścił Lenę. Ta podbiegła i wtuliła się w umięśniony tors Stefana. Zrobiła to po raz pierwszy i po chwili odsunęła się od niego, bo poczuła spore zażenowanie, że to ona wyszła z inicjatywą.
-Nic ci nie zrobił?- Sam ją przytulił. Milenie poleciało kilka łez.- Nie mów, że tak! Dorwę i zabiję!- Ruszył, ale ona tylko delikatnie dała mu znać, że nie. Przytulił ją mocno i kołysał w przód i tył. Nagle dziewczyna kompletnie zapomniała o fatalnym dniu spędzonym z Damonem. Teraz liczył się tylko Stefan. Rytmicznie kołysał dziewczyną, dalej ją tuląc. Po chwili wyszli z jadalni. Szesnastolatka nie chciała odstąpić od Stefana. Usiedli na ławce wtuleni w siebie.
-Tak mi ciebie brakowało, choć to tylko jeden dzień- szepnął Stefan.
-Mi też.
-Tak się o ciebie bałem.
Lena wtuliła się w Stefana. Wydarzenia dzisiejszego dnia tak ją zmęczyły, że po chwili zasnęła na piersi Salvatore’a. Chłopak wziął ją na ręce i zaniósł do jej domku. Przy drzwiach zorientował się, że nie ma klucza. Chciał wrócić się do jadalni i wziąć go od Wiktorii, ale Lena odwróciła się i mocniej do niego przywarła, więc bez namysłu skierował się do swojego pokoju. Tam ułożył ją na swoim łóżku. Sam usiadł koło niej. Kiedy dziewczyna na sekundę otworzyła oczy, nachylił się do niej.
-Kocham cię-szepnął to sakramentalne zdanie.-Kocham cię…



Hej hej! Jak minęły Wasze święta? Moje świetnie ;D Obiecałam, więc teraz wykonam zadanie. Polecam Wam blog Deleny - http://malinowaorbitka1.pinger.pl/
Świetne zdjęcia i poruszające teksty, naprawdę czasem aż chce mi się płakać, takie wzruszające ;D Polecam i zapraszam do dalszego czytania moich wypocin
 

 
… Chłopaka, a właściwie mężczyznę, o średnio długich czarnych włosach i lśniących oczach. Uśmiechał się złowieszczo, eksponując śnieżnobiałe uzębienie. Uniósł dłoń i pomachał Lenie a następnie cichutko zapukał w szybę okna. Bezgłośnie powiedział „Wpuść mnie”. Lena pokiwała przecząco głową. Wtedy nieznajomy zrobił groźną minę, odwrócił się do niej plecami i po sekundzie zaczął dzwonić telefon Malinowskiej. Dziewczyna czym prędzej podbiegła do łóżka, chwyciła telefon i rozłączyła się. Po wykonanej czynności, wstała i odwróciła się i nagle zobaczyła, że nieznajomy stoi tuż przed nią tak, że ich nosy prawie się stykały. Wydała z siebie krzyk przerażenia, ale wtedy on zasłonił jej usta dłonią. Lena nie wiedziała co robić, więc z całej siły kopnęła oprawcę w piszczel; to jednak nic nie dało. Nagle poczuła, że traci grunt pod nogami. Po chwili nieznajomy trzymał dziewczynę, przewieszoną przez ramię. Bezszelestnie wyskoczył przez okno, wciąż mając nastolatkę na ramieniu. Zerwał się i razem z „bagażem” pędził jak wiatr. Z początku dziewczyna próbowała się wyrywać i krzyczała, ale nieznajomy miał tak żelazny uścisk, że nie mogła się wyrwać. Biegli dalej. Po chwili zatrzymali się. Nagle Lena poczuła, jakby ktoś dał jej lek nasenny. Momentalnie zasnęła…
*Nad ranem*
Wiktoria obudziła się wczesnym rankiem, ponieważ dokuczał jej straszny ból głowy. Obróciła się na drugi bok. Postanowiła przeczekać ból. Była dopiero szósta rano, mogła jeszcze spokojnie spać. Zakryła głowę poduszką, ale to nic nie dało. Postanowiła wziąć proszek na ból głowy, który miała w swojej szafce. Zeszła po schodkach i na paluszkach skierowała się do szafki po specyfik. Nagle zauważyła, że łóżko Mileny jest puste.
-Lena?
Odpowiedziała jej jednak cisza. Wiktoria poszła sprawdzić do łazienki. Także była pusta. W korytarzu również nikogo nie było.
-Chyba pójdę jej szukać- powiedziała do pustych ścian, a jej głos odbił się lekkim echem.
Czym prędzej wyszła z domku. Dopiero po chwili zorientowała się, że jest w piżamie, na dodatek boso; to jej jednak nie zraziło. Poszła przed siebie. Zajrzała do wszystkich budynków- jadalni, świetlicy… Lena przepadła jak kamień w wodę.. Wiktoria zaczynała się niepokoić. Może jej współlokatorka miała jej dosyć? W sumie mogła być mniej ironiczna i wredna. A teraz …. A teraz jej mogło się coś stać. Postanowiła wziąć się w garść. „Myśl, gdzie ona mogła poleźć?”. Chodziła jak w amoku po obozie około półtorej godziny. W końcu była tak wyczerpana poszukiwaniami, że usiadła na ziemi. Jej ból głowy powrócił ze zdwojoną siłą.. Położyła głowę na zroszonej rosą trawie. Nagle odgłosy stawały się coraz dalsze…. Wszystko stawało się rozmazane, jak za mgłą… Było tak przytulnie i miękko…
*U Stefana*
Stefana obudził donośny dźwięk.
-Boże, co to jest?!- powiedział.
-Suszarka. Caroline robi jakieś zabiegi- do pokoju wszedł Tyler.
-O Matko…
-Tak to jest jak się mieszka z kobietą.
-Ha! Masz stuprocentową rację!- chłopak nakrył głowę poduszką. Nagle do pokoju wpadł Matt.
-Hej Ty, siema Stefan!
-Siemka!
-Nie widzieliście gdzieś moich spodenek?
Dopiero teraz Stefan i Tyler ujrzeli, że ich rozmówca jest w samych bokserkach. Na ten widok wybuchli śmiechem. Widok zdezorientowanego Donovana jeszcze bardziej ich rozśmieszył. Nagle do pokoju weszła Caroline. Wymownie spojrzała na Matta w samych majtkach i skręcających się ze śmiechu Tylera i Stefana.
-Co to za libacje?- uśmiechnęła się szeroko.
-Caroline, może ty widziałaś moje spodenki? Za osiem minut muszę robić pobudkę, a nie mogę ich znaleźć! Nie wyjdę w samych majtkach!- rozpaczliwe powiedział, co jeszcze spotęgowało śmiech dwóch pozostałych.
-Jasne, że wiem. Są na suszarce, w łazience!
-Dzięki, jesteś wielka!
-Wiem!- uśmiechnęła się Forbes i nonszalancko poprawiła włosy.
*Później*
O dziewiątej kadra i uczniowie mieli spotkać się na śniadaniu. Stefan zajął dokładnie to samo miejsce, co wczoraj. Krzesło obok niego było jednak puste. Gdzie się podziała Lena? Młody Salvatore zmartwił się. Szukał wzrokiem jej współlokatorki, ale jej także nie było. „Widocznie zaspały albo zasiedziały się w łazience, jak to kobiety..”-pomyślał Stefan, wspominając dzisiejsze długie przygotowania Caroline. Coś jednak nie dawało mu spokoju…
*Godzinę później*
-Halo! Halo, słyszysz mnie?- Wiktoria czuła, jak ktoś nią potrząsa. Powoli zaczęła powracać do teraźniejszości. Słońce raziło ją w oczy, a trawa odcisnęła się na policzku.- Wiktoria, słyszysz mnie?- Dziewczyna zobaczyła, że klęczy nad nią April.
-Słyszę..-odpowiedziała.
-Czemu nie byłaś na śniadaniu?
Szesnastolatka szybko usiadła i spojrzała na zegarek. Za kwadrans dziesiąta.
-O Matko, spóźniłam się!
-Spokojnie, jeszcze jest. Ale czy ty… Spałaś tu całą noc?
-Nie!- zapewniła. „Po co ja tu przyszłam?-zastanawiała się, kiedy nagle powróciła jej pamięć.- O szóstej obudziłam się, normalnie w domku, bo poczułam straszny ból głowy. Wstałam i poszłam wziąć proszek. Wtedy zobaczyłam, że nie ma Leny. Szukałam jej po całym domku, ale jej nigdzie nie było. Zaczęłam jej szukać po całym obozie no i po jakiejś godzinie musiał mnie zmorzyć sen, bo nic nie pamiętam.
-Mhm, rozumiem.
-Czy Lena.. Była na śniadaniu?
Pokręciła przecząco głową.
-Mam nadzieję, że nic się nie stało –przejęła się April.
-Ja też.
-Chodźmy do Caroline i Tylera. Oni nam pomogą- Young wzięła Wiktorię za rękę i szybkim krokiem poszły do domu Forbes i Lockwood’a.
*W tym samym czasie*
Lena uniosła powieki, lecz zobaczyła tylko ciemność. Czuła dużą wilgoć i chłód przeszywający ją od bosych stóp do głów. Bolała ją głowa oraz kostki. Nagle ktoś zapalił światło. Lena ujrzała, że leży w jakiejś piwnicy, a nogi miała skute w jakiś łańcuch.
-Gdzie ja jestem?- powiedziała sama do siebie.
-Może wkrótce się dowiesz, kochanie…

I jak? ♥
Ach, jakoś mnie naszła wena na kolejny mini-quiz dla fanów TVD. Oczywiście, z tą samą nagrodą, co poprzednio - dla 3 pierwszych osób

1.Jak ma na imię dobra przyjaciółka Tylera, również będąca hybrydą:
a) Hayley
b) Anna
c) April
2. Kto próbował przkabacić na swoją stronę Jeremy'ego?
a) Elijah
b) Klaus
c) Connor
3. Kim była Vicky, postać pojawiająca się w 1 sezonie serialu:
a) dziewczyną Matta
b) siostrą Matta
c) siostrą Tylera
 

 
*Nazajutrz*
Stosunki Wiktorii i Leny nadal były napięte. Nie polubiły się, to było ewidentnie widać, aczkolwiek nieco się oswoiły i czasami udawało im się porozmawiać, o byle czym. Dziś akurat był „cichy dzień”. Od krzykliwej pobudki w wydaniu Matta, Wiktoria nie odzywała się do Leny i wzajemnie. Po śniadaniu uczestnicy obozu mieli około półtorej godziny czasu wolnego przed zajęciami z animatorami. Wiktoria postanowiła pójść na przechadzkę. Po chwili usiadła w cieniu rozłożystego drzewa i wyjęła telefon z kieszeni. Spojrzała na zegarek- dziewiąta trzydzieści, czasu amerykańskiego, więc u Dominika, w Warszawie jest wpół do czwartej rano. To jednak nie zraziło szesnastolatki. Włączyła Skype w komórce i od razu zobaczyła zieloną ikonkę jej chłopaka. Połączyła się z nim. Po chwili ujrzała pokój tonący w ciemności.
-Wikuś, to ty?- szepnął chłopak.
-Tak, kochanie. To ja.
-Czekaj, zapalę światło- po chwili, Wiktoria ujrzała nieco zmęczone, orzechowe oczy swojej sympatii, wpatrujące się w kamerkę.
-Nie obudziłam cię? Wiem, że u ciebie jest dopiero wpół do czwartej… Przepraszam..
-Nic się nie stało, byłem na serwerze. A która jest u ciebie?
-Wpół do dziesiątej, rano.
-Ale super! I co teraz robisz?
-Właśnie siedzę na trawie. Mamy czas wolny. Zaraz zaczynamy durne zajęcia naukowe, a potem obiad. Po obiedzie będę miała zajęcia aktorskie z Caroline, potem kurs języka, no a potem czas wolny.
-Och, to macie wypełniony czas- mruknął, z niewielka ciekawością, Dominik.
-Tak, bardzo. Pokazać ci obóz?
-Tak, pokaż.
Wiktoria chodziła z telefonem pokazując chłopakowi najróżniejsze miejsca- swój pokój, jadalnię, salę doświadczalną, basen, salę do ćwiczeń itp.
-No i jak, podoba ci się?- powiedziała, znów stojąc pod drzewem.
-Taa… taaak- chłopak ziewnął i przeciągnął się.
-Nie interesuje cię to?
-W Polsce jest niespełna czwarta rano , to chyba normalne – Wiktoria usłyszała za sobą głos.
-Potem oddzwonię, kocham cię- Warszawianka błyskawicznie się rozłączyła- Czego chcesz?
-Niczego- odpowiedziała nieznajoma, krzyżując ręce na piersiach. Wiktoria zlustrowała ją wzorkiem. Dziewczyna była niezwykle ładna. Bardzo chuda, z długimi, kruczoczarnymi włosami, sięgającymi do pasa i oczami pięknie podkreślonymi czarnym eyelinerem. Ubrana była z krótkie czarne szorty i bluzkę z opadającym ramieniem. „Mogłabym się z nią zakolegować, jest przynajmniej reprezentacyjna”-pomyślała Kiljańska.
-Więc, czemu przerwałaś mi rozmowę?- nie ustępowała.
-Tak sobie. Śmiesznie wyglądałaś, łażąc z telefonem i pokazując zaspanemu kolesiowi okolicę w Stanach- powiedziała nieznajoma, uśmiechając się pobłażliwie. „Rzeczywiście, mogłam wyglądać jak kretynka”-pomyślała znów szesnastolatka.
-Jestem Wiktoria- przedstawiła się dziewczynie.
-A ja Monika.
-Skąd jesteś?
-Z Warszawy, a ty?
-Ja też!
-Ale zbieg okoliczności!
Następną godzinę dziewczyny spędziły w domku nr 13- lokum nowo poznanej Moniki. Szesnastolatki okazały się być bratnimi duszami. „Wreszcie ktoś normalny na tym obozie!”-pomyślała Wiktoria, siedząc na łóżku Moniki i śmiejąc się z nią, aż do skurczów brzucha.
*Tymczasem u Leny*
Lena po skończonym śniadaniu, udała się do domku, aby się umyć. Po porannej toalecie , Wiktoria oznajmiła, że wychodzi. Lena postanowiła zrobić to samo. Wyszła z domku. Kiedy zakluczyła lokum, odwróciła się i wpadła wprost na….
-Stefan? Co ty robisz?- była szczerze zdziwiona, lecz bardziej uradowana, pozostawała jednak wienra umowie danej samej sobie i nie cieszyła się zanadto.
-Postanowiłem cię odwiedzić. Dowiedziałem się od Caroline, gdzie mieszkasz.
-O, to fajnie..
-Masz może ochotę się przejść?
-Hmm, czemu nie?- Lena siliła się na obojętny ton, ale motylki w jej brzuchu fruwały jak oszalałe.
Stefan szedł bardzo blisko Leny. Tak blisko, że ich palce stykały się kostkami. Lena usiłowania zapanować nad nogami, które robiły się miękkie jak galaretka.
-Dlaczego nic nie mówisz?- spytał chłopak.
-Hmm…. Wiesz, znamy się dość krótko tylko.. tylko 1 dzień i ja … No ja.. Nie wiem, co bym ci chciała powiedzieć.
-No to może ja będę mówił?
-Jasne.
Przechadzając się po obozie, Stefan i Lena rozmawiali o wszystkim i o niczym. Kiedy doszli do dość dużego stawu, młody Salvatore zaproponował, żeby usiedli tuż nad brzegiem. Zdjęli buty i zanurzyli stopy w chłodnej wodzie.
-Jak przyjemnie…- westchnął chłopak.
-Tak…-potwierdziła jego towarzyszka.- Słuchaj, jesteś w wieku Matta, no nie?
-Tak. Czemu pytasz?
-Bo mógłbyś być spokojnie animatorem. Czemu więc zapisałeś się na obóz?
-tak, dla rozrywki. To dla mnie okazja do poznania nowych, wspaniałych ludzi. Takich jak ty..- złapał ją za rękę. Lena cicho westchnęła. Chciała, żeby ta chwila trwała wiecznie, lecz właśnie wtedy zadzwonił telefon Stefana.
-Przepraszam- mruknął, ale nie sięgnął po dzwoniący agregat. Wpatrywał się w dal, bawiąc się palami dziewczyny.
-Nie odbierzesz?
-Nie..
Telefon dzwonił już po raz enty, a oni nadal siedzieli i nie zwracali na niego uwagi. W końcu Salvatore wyjął komórkę i odebrał. Odpowiedział tylko „ok, wiem” i rozłączył się.
-To Matt.
-W jakiej sprawie dzwonił?- spytała Lena i nagle sobie uświadomiła, jakie jej pytanie było wścibskie –przepraszam.
-Za co?
-To pytanie było głupie.
Chłopak podniósł się i pomógł wstać Milenie.
-Matt powiedział, że za pięć minut obiad.
-O Matko, już?!- dziewczyna była szczerze zdzwiona. Czas leciał tak niemiłosiernie szybko.
Dobiegli do jadalni w dwie minuty. Nikt nie zorientował się, ze aż do stołówki szli za ręce.
*Wieczorem*
Dzień zleciał dziewczynom bardzo szybko. Wiktoria wieczór spędziła z Moniką. Dowiedziała się, że ona także mieszka z dziwną współlokatorką i również zwracała się do niej sarkastycznymi monosylabami. Lena natomiast siedziała pod drzewem ze Stefanem. Porządnie się zakochała. Mało tego- po zachowaniu chłopaka czuła, że chyba ze wzajemnością, co dodawało jej skrzydeł. Cały wieczór spędzili półleżąc na trawie i rozmawiając.
*U Stefana*
Chłopak, jako jedyny uczestnik, mieszkał z kadrą w dużym domu. Po rozłące z Leną, siedział w pokoju i nudził się jak mops, kiedy nagle przyszedł do niego Tyler.
-Siema stary.
-Hej, Ty. Co tam?
-Wiesz…. Zauważyłem…- Lockwood miotał się w słowach- zadurzyłeś się w tej małej szatynce, z obozu?
-No yyy ten… Ja…- Stefan nie sądził, że tak szybko zostanie zdemaskowany- Chyba tak. Tak.
-O ja! Stary, ale weź… Nie rób jej krzywdy. Jest młoda. Wiesz… A ty stary.
-Dzięki!- Slavaotre rzucił w kumpla poduszką- jakiś dziadziuś nie jestem!
-Wiem, to poważna sprawa. Ale to fajnie, że wreszcie się zakochałeś. Porządnie.
-Tak. Wiesz… Kiedy Damon przemienił Elenę… Ja.. Ja czułem, że to już nie to samo. Elena stała się taka szorstka i ujawniła dawno skrywaną miłość do mojego brata.
-Wiem, Stefan…
-I teraz Lena... Jakby była drugą Eleną. Ale lepszą. Ona nie jest zepsuta przez Damona. Czuję, ze odnalazłem siebie.
Ostatnie zdanie, wypowiedziane przez Salvaotre’a , usłyszała Caroline.
-Cześć, chłopaki. Przez przypadek usłyszałam, co mówił Stefan. Hej, to cudownie! Szczęścia, Stefan!-uśmiechnęła się Forbes.
-Dzięki.
-Dobra, spadamy. Ty!- zawołała Caroline i po chwili już ich nie było.
Stefan się rozmarzył. Postanowił już jutro zrobić w stronę Leny kolejny krok, kiedy nagle zadzwonił jego telefon.
-Hello brother!- usłyszał w słuchawce.
-Damon! Po co do mnie dzwonisz?
-A po nic. Mam nadzieję, że jest fajnie na obozie dla ciot..- powiedział i się rozłączył. Stefan się zdenerwował. Postanowił jednak nic nie robić i po prostu iść spać… Już jutro znów ją zobaczy…
*U Leny*
Dziewczyna postanowiła zachować fakt, że zakochała się w Stefanie, dla siebie. Nie chciała mówić tego Wiktorii, bo nie wiedziała, czy to nie obróci się przeciwko niej. Już zasypiała, kiedy usłyszała, że dostała esemesa.
"Hello beutifull! Pora spać. Stefanek cię utuli. Może już niedługo także ja…."
Lena się wystraszyła. Leżała chwilę w bezruchu. Usłyszała miarowy oddech Wiktorii. Śpi. Z sercem walącym jak młot podeszła do okna i zobaczyła tam….




No i jak czwarty rozdział? Komentujcie, jeśli to nie problem ;**
Rozdział dedykuję: http://damonsalvatore.pinger.pl/ (tak jak obiecałam ♥♥♥)


A tu jeszcze chciałam napisać pomysł zgapiony od The Vampire Diaries 1018, czyli mini quiz dla fanów "Pamiętników Wampirów". Pierwszym 3 osobom, które poprawnie odpowiedzą na pytania: będę zaglądać na blog i w miarę możliwości komentować, zadedykuję rozdział. Do dzieła :
1. Jak miała na imię matka Pierwotnych:
a) Esme
b) Esther
c) Emerald
2. W kim zakochał się Damon, lecz później musiał ta osobę zabić:
a) w Rose
b) w Elenie
c) w Lexy
3. Jak nazywała się krótka, przelotna miłość Damona:
a) Lexy
b) Andie Star
c) Rebekah
 

 
-Wstajemy!!! Moi drodzy, pora wstawać!!- o ósmej trzydzieści po obozie przechadzał się muskularny chłopak w bejsbolówce, z megafonem w ręku, mówiąc do niego i budząc młodzież.
-Kto tak nadziera japę?- jęknęła Wiktoria, nakrywając się kołdrą.
-Nie wiem…-mruknęła Lena. Miała zamiar zrobić to, co Wiktoria- po prostu iść spać, ale megafon trzeszczał na tyle głośno, że było to niemożliwe. Zastanawiało ją, kto tak krzyczy. Głos był za wysoki, jak na Tylera, więc kto to? Ciekawość wzięła górę. Dziewczyna wyszła spod cieplutkiej kołdry, po czym skierowała się do okna. Otworzyła je szeroko i zaczęła się rozglądać za osobą, która robiła pobudkę. Po chwili ‘krzykacz’ odwrócił się i zaczął zmierzać w stronę domku nr 27. Lena nie mogła uwierzyć własnym oczom! To się nie dzieje naprawdę! Budził ich nikt inny, jak Matt Donovan!
-Matt!- wydarła się Lena.
-Jesteś jakaś nienormalna? Po co się tak drzesz?! I w jakim celu otworzyłaś okno?- zdenerwowała się Wiktoria.
-Tu jest Matt!- powtórzyła Poznanianka.
-Jaki znowu Matt?
-Matt Donovan!!!
-?- Wiktoria podniosła głowę z poduszki i zrobiła pytającą minę.
-Matt Donovan, kolejna postać z „Pamiętników Wampirów”! Nie mogę uwierzyć! Aaaa!- krzyczała rozbudzona szesnastolatka stojąc przy oknie.
-Czyli ze spania nici…-mruknęła jej współlokatorka i zaczęła schodzić z łóżka- radziłabym ci się trochę ogarnąć- spojrzała krytycznie na Lenę. Ta jednak była tak podekscytowana, że kiedy ów Matt przystanął na chwilę bardzo blisko ich lokum, Lenka wykorzystała fakt, że okno sięgało jej do pasa i wyskoczyła na dwór.
-Hej, wyskakiwanie jest zabronione!- powiedział Matt, odrywając na chwilę megafon od ust.
-Już mnie nic nie zdziwi! Rozmawia ze mną Matt!- cieszyła się dziewczyna.
-Miło mi. A ty kim jesteś?
-Lena.
-Miło cię poznać. Już gotowa na rozgrzewkę?
-Jaką rozgrzewkę?
-No, o dziewiątej zaczynamy krótkie ćwiczenia fizyczne na świeżym powietrzu. Jestem waszym trenerem. Zadbam o kondycję fizyczną w Mystic Falls!- Donovan spojrzał wymownie na swoją rozmówczynię. Miała na sobie luźny, fioletowy T-Shirt z małpką, siwe legginsy i przede wszystkim- była boso.
-Coś nie tak?- roześmiała się nastolatka.
-Może fakt, że nie masz butów?- uśmiechnął się Matt- no zmykaj!
Dziewczyna posłusznie wróciła do domku, aby doprowadzić się do względnego porządku. Teraz już nic nie mogło jej zaskoczyć. „Muszę reagować mniej emocjonalnie”-powiedziała do siebie w myślach – „Inaczej ci, z TVD, wezmą mnie za idiotkę. Muszę cię pohamować, muszę!”- skarciła siebie, po czym zaczęła szukać ubrań idealnych na ćwiczenia.
*Po jakimś czasie*
Po skończonej grze wstępnej w rugby , Matt zaprowadził grupę do jadalni, gdzie siedziała kadra. Lena miała ochotę skakać do niebios. Dosłownie trafiła na obóz, gdzie stacjonowała większość obsady z TVD! Przy nauczycielskim stole zauważyła Bonnie Bennett i April Young, a przy stole dla młodzieży- Stefana Salvatore, największe ciacho serialu (jej zdaniem, oczywiście). Jednak, tak jak sobie obiecała, opanowała emocje i starała się zachowywać naturalnie. Caroline dała im formularze, gdzie mieli się wpisać na dodatkowe zajęcia, które będą się odbywały przed południem. Oprócz obowiązkowych zajęć fizycznych, Lena wybrała zajęcia naukowe z April, ponieważ interesowała się przedmiotami ścisłymi oraz zajęcia wizualne, prowadzone przez Bonnie. Już nie mogła się doczekać rozwoju wydarzeń i kolejnych zajęć.
*Tymczasem u Wiktorii*
Dziewczyna specjalnie usiadła na drugim końcu stołu, aby znów nie natknąć się na irytującą współlokatorkę. Kiedy dostała formularz, okazało się, że wszystkie miejsca na przedpołudniowe zajęcia są już zajęte i ona została przydzielona na zajęcia naukowe z April Young! „Tego już za wiele, do cholery, co za beznadziejne wakacje!”- przeklinała w myślach Wiktoria. Jednak te wakacje dopiero się rozpoczęły…
*Dwie godziny później*
W sali doświadczalnej zebrała się grupka młodzieży, w tym Lena i Wiktoria. April przywitała wszystkich i wyjaśniła pokrótce ideę zajęć naukowych. Dziś mieli zajmować się badaniem grawitacji. Na początku zajęcia wydawały się tak nudne jak lekcje fizyki w liceum, ale po jakiejś godzinie Young przekazała im swój genialny pomysł. Był nim projekt „Badanie grawitacji na ciele ludzkim”. Wiktoria podniosła wzrok znad telefonu, na którym potajemnie esemesowała z Dominikiem i popatrzyła na prowadzącą.
-Nie rozumiecie, prawda?- uśmiechnęła się szerzej.
-Nie bardzo…- w sali dał się słyszeć pomruk dezorientacji.
-Wyjaśnię. Każdy dostaję wytłoczkę z 10 jajkami. Ma je wykorzystać na innych. Jak? Tak.- Young wzięła do ręki jajko w wytłoczki i rzuciła przed siebie. Pędzące jajo wylądowało na ścianie-różnica polega na tym, ze rzucamy w siebie, ale ja nie chciałam sobie u nikogo grabić, więc…- prowadząca zaczęła podawać każdemu wytłoczkę.- Jak powiem start, macie 10 minut na wykorzystanie zasobu 10 jaj, nie zmarnujcie tego. 3,2,1… START!
Bitwa rozpoczęła się. Wiktoria prędko wykorzystała swój zasób jajek i już po chwili musiała zasłaniać się jakąś książką, którą sięgnęła z regału. Lena natomiast obrała lepszą strategię. Sama szybko rzucała, ale umiejętnie unikała ciosów. Kiedy April powiedziała, że zostało 5 sekund, szesnastolatka nie miała na sobie ani jednego pocisku. Uśmiechnęła się od ucha do ucha i wtedy dostała jajkiem prosto w twarz. Biało z żółtkiem zlepiło jej oczy, w efekcie czego, dziewczyna runęła jak długa na podłogę.
-Hej, nic ci nie jest?- usłyszała nad sobą głos.
-Czy nic się nie stało?- April podeszła i wcisnęła dziewczynie do ręki chusteczkę. Lena szybko przetarła oczy. Kiedy je otworzyła zobaczyła, że nad nią stoi Stefan Salvatore. „Nie zrób z siebie idiotki”- powtarzała w duchu jak mantrę.
-Nic ci się nie stało?- Stefan wyciągnął dłoń i zajrzał jej głęboko w oczy. Dziewczyna dała się podnieść. „Jejku, on patrzy tak jak w „Pamiętnikach….” Tak… zabójczo, ślicznie..”-myślała Lena.
-Dobrze kochani, idziemy do domków się umyć! – zarządziła April.
Lena wychodziła sama, kiedy nagle stanął obok niej Stefan.
-Przepraszam, za tą akcję z jajkiem- powiedział.
-Ależ nic się nie stało.
-Naprawdę?-spytał Salvatore.
-Naprawdę.
-Jesteś pewna?- rozmówca uśmiechnął się łobuzersko.
-Absolutnie nic- uśmiechnęła się Lena. W brzuchu poczuła niesamowite motylki. Nikt by jej nie uwierzył, że właśnie rozmawia ze Stefanem Salvatore. Starała się zapamiętać jego twarz. Być może to pierwszy i ostatni raz, kiedy rozmawiają.
-Absolutnie nic?- nie ustępował Stefan- bo masz jajko na policzkach. O tu- Stefan ujął jej twarz w dłonie i starł resztki jaja z jej twarzy. Lena poczuła, jak motylki podkskują jej wyżej, aż do pezełyku.
-Dz…dzięki- zdołała tylko wydusić.
-Uczniu Stefanie Salvatore!- nagle zobaczyli, że w ich kierunku zmierza Matt.- Nie podrywaj młodszej uczennicy!
-Nie podrywam!- zapewnił Stefan, aczkolwiek się zaśmiał.
-To ja już pójdę- powiedziała Lena.
-Jasne, pa!
-Pa!- pożegnała się z młodym Salvaotre’m. Na nogach jak z waty poszła do domku. Nawet Wiktoria okupująca łazienkę, nie zdołała jej wyprowadzić ztego stanu euforii. Wydała z siebie tylko cichy pisk radości i usiadła na podłodze. To był piękny dzień, choć niedawno wybiła dopiero dwunasta…



No i jak Wam się podoba 3-ci rozdział?! Moim zdaniem jest taki sobie, mam nadzieję, że ktoś będzie komentował.
Rozdział dedykuję wszystkim tym, którzy czytają mój blog i komentują go <3 Dziękuję Wam, to dla nie wiele znaczy ;* Piszcie, jeśli macie ochotę na indywidualne dedykacje. Ja lecę. Trzymajcie się! xoxo
 

 
Milena jakoś przetrwała podróż, choć było ciężko. Ciągłe wzdychanie dziewczyny obok oraz jej próżne przeglądanie się w lusterku doprowadzały ją do szału. Kiedy więc instruktorka ogłosiła czas na wysiadanie i przejmowanie swoich bagaży, Lena zerwała się z miejsca i popruła do przodu.
-Dokąd się tak śpieszysz? Życie ci niemiłe?- szorstko skwitowała ją dziewczyna obok.
Lena postanowiła nie wdawać się z nią w dyskusje. "Chcę, żeby to były niesamowite wakacje i jakaś pusta lala mi ich nie zepsuje!"-myślała, idąc po torbę.
***
Wiktoria nie mogła doczekać się, kiedy w końcu będą mogli wysiąść. Z nudów, przez całą podróż pisała sms-y z Dominikiem. Napisała chłopakowi, że trafiła jej się kujonka, jako kompanka podróży, bo kto normalny na kurs w Stanach bierze słownik i przyswaja sobie słówka? No kto? Chyba tylko ta dziewczyna na fotelu obok. Kiedy wreszcie samolot wylądował, Wiktoria podniosła się ciężko z fotela i zaczęła wrzucać rzeczy do torby. W tym czasie nieznajoma zdążyła wyjść z samolotu. Warszawianka po chwili uczyniła to samo. Odbieranie jej bagażu trwało dość długo, czego efektem było jej małe spóźnienie.
-Witajcie wszyscy w Nowym Jorku!- powiedziała instruktorka.- Jak już wiecie, ja nazywam się Marlena i będę waszą instruktorką tylko do czasu, aż dojedziemy na miejsce. Później już zajmie się wami państwo tubylcy, jasne?
-Tak!- Dał się słyszeć okrzyk młodzieży.
"Boże, oni mają po 16 lat i nadzierają się jak w podstawówce"- pomyślała Wiktoria idąc z grupą do autokaru. Autokar jechał i jechał. Nagle Wiktoria (i nie tylko ona) zauważyła, że minęli tabliczkę z napisem "New York".
-Zaraz zaraz!- powiedziała jakaś dziewczyna.- Przecież wyjechaliśmy już z Nowego Jorku, a to tam miał być obóz!
-Spokojnie, za chwilę będziemy.
Istotnie, po dziesięciu minutach, wszyscy już się rozładowali z bagażami. Stali na ogromnej łące, wokół której mieściły się domki.
"Super, sam środek puszczy"- skomentowała to w myślach Wiktoria.
-Witam, was moi drodzy, jak to u nas: Welcome!
-Wel-come!- powtórzyli obozowicze, dzięląc słowo na sylaby.

***
-Boże, ja ją przecież znam...- Wyszeptała Lena sama do siebie, patrząc na młodą blondynkę, jak w obrazek.
-Jak już was przywitałam, to chyba nadszedł czas na przedstawienie się- Milena dałaby sobie głowę uciąć, że zna ten uśmiech i tą szybką mowę.- Nazywam się Caroline Forbes i będę...- Młoda Poznanianka dalej nie słuchała. CAROLINE FORBES? Caroline Forbes, jedna z jej ulubionych postaci z serialu "Pamiętniki wampirów", będzie JEJ instruktorką?! Na łące zapanowała wrzawa. Nagle wszyscy rozpoznali Caroline i zaczęli do niej podbiegać prosić o autograf, niektórzy wyjmowali jakieś gadżety z TVD, ale Forbes tylko odgoniła ich rękoma.
-Słuchajcie, to nie ma sensu! Wiem, jestem sławna, ale dla każdego przyjdzie czas! Spokojnie! Więc jestem szefem tego obozu, a to mój pomocnik- wskazała dłonią na domek, z którego wyszedł..
-Tyler Lockwood?!- wydarła się Lena.- To naprawdę Tyler?!
-We własnej osobie!- roześmiała się Caroline.
Wszyscy zaczęli krzyczeć i biec do niego, podobnie jak co jego dziewczyny, ale młody Lockwood tylko powtórzył gest odganiania. Wytłumaczył młodzieży, dlaczego tu pracuje.
-Po śmierci ojca, burmistrza Lockwooda, część obowiązków przeszła na mnie. Postanowiłem zorganizować właśnie tu, u nas w Mystic Falls, obóz językowy.
-Jesteśmy w Mystic Falls?- powiedział ktoś z niedowierzaniem.
-Owszem, lecz wpisaliśmy Nowy Jork, ponieważ wielu rodziców nie wie, gdzie nasze miasteczko się znajduje.
Lena czuła się jak we śnie. Tyle czasu spędzonego z Caroline i Tylerem? To spełnienie jej najskrytszych marzeń. O niczym innym nie marzyła. Ale nie wszystko szło po jej myśli.
***
Kiedy Tyler i Caroline wyjawili swoją tożsamość, Wiktoria pozostała niewzruszona. Jedyne co jej bardzo odpowiadało to fakt, że Tyler był baaardzo przystojny. Nie wszystko jednak ułożyło się tak, jak sobie życzyła.
-Okej kochani, teraz przejdziemy trochę do formalności. Tyler, masz re spisy?
-Jasne... YYyyy..-Chłopak gorączkowo zaczął czegś szukać w torbie- a mam! Rozdzieliliśmy was do dwuosobowych domków.
-Domki są wyposażone w łazienkę i mały korytarz. Na posiłki będziemy się schodzić do jadalni.
-Rozdzieliliśmy domek nr 1...- Młody Lockwood zaczął wyczytywać nazwiska i numery domków. Wiktoria uważnie słuchała, czekając na swoje imię i imię jej nowej kompanki.- Domek nr 27 będą zamieszkiwać Kiljańska Wiktoria i Malinowska Milena. Podejdźcie do reszty- Tyler wskazał miejsce, gdzie ustawiały się wyznaczone pary. Wiktoria podeszła do wskazanego miejsca i wybałuszyła oczy.
-To ty?!- powiedziały obie naraz. Ten kujon z samolotu?! To z nią miała dzielić pokój?!
-No super..!- burknęła Wiktoria i gniewnie odwróciła się od nowej współlokatorki...
***
Milena po otrzymaniu informacji, że ma mieszkać z tą próżną Wiktorią, była bardzo niepocieszona. W końcu postanowiła jednak zaakceptować decyzję Tylera i Caroline. Po wszystkich formalnościach udała się do domku. Weszła, zdjęła buty i przeszła do pokoju. Zobaczyła, że największym meblem w pomieszczeniu jest piętrowe łóżko, na którym już siedziała Wiktoria.
-Śpię na górze- oznajmiła, jak gdyby nigdy nic.
-Ok. To teraz mieszkamy razem.
-Spostrzegawcza jesteś- sarkastycznie odpowiedziała Warszawianka.
-Jestem Lena- podeszła do dziewczyny i wycięgnęła do niej dłoń.
-Wiktoria-odwzajemniła uścisk i napotkała wzorkiem ciepły uśmiech Leny.
-Może nie będzie aż tak źle?- rozpromieniła się Milena, kładąc torbę na dolnym łóżku.
-Może tak, może nie. Nie wiem, co wy widzicie w tym całym Tylerze i Caroline. Oprócz tego, że ten Lockwood to niezłe ciacho, to nie wiem,czym się tak podniecacie.
-Tyler i Caroline występują w moim ulubionym serialu "Pamiętniki wampirów". Opowiada on o dziewczynie, która..- Poznanianka zaczęła się rozkręcać. Już-już miała opowiedzieć Wiktorii o perypetiach Eleny i braci Salvatore, kiedy ta weszła jej wpół słowa.
-Dobra, skończ. Nie lubię takich seriali.
Tym zgasiła ją do reszty. Lena czuła, że zapowiada się nieciekawe lokum...


No i jak Wam się podoba 2-gi rozdział? Cieszę się, że mam już 34 odwiedziny w zalewie 3 dni! Pozdrawiam! Komentujcie, czytajcie! To dla mnie wiele znaczy... Dziękuję i dobranoc ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

ilovetvd
 
vampire.diaries123
 
Świetny blog, dodaj mnie do znajomych i zaglądaj ;*
 

 
*U Mileny*
Milena siedziała na starej, zużytej torbie. Za Chiny nie mogła jej dopiąć. Właśnie mocowała się z zamkiem, kiedy do pokoju weszła mama.
-Kochanie, przyniosłam ci herbaty w termosie.
-Och, mamo...- rozczuliła się dziewczyna.- Dziękuję.
-Córciu, nie ma za co- pani Malinowska najwyraźniej także musiała się wzruszyć, bo uroniła łzę, którą pośpiesznie wytarła wierzchem dłoni.
-Mamo, chyba nie będziesz płakać?- drżącym głosem spytała córka.
-N... nie..- powiedziała, ale uczucia wzięły górę. Mama rozkleiła się na dobre. Wzięła zdziwioną szesnastolatkę w objęcia i kołysała nią, jakby do snu.
-Nie płacz..- powiedziała Lena, choć sama nie umiała powstrzymać fali łez, cisnących się na powieki.
-Jak mam nie płakać, skoro nie będzie cię aż dwa miesiące? Jak ?
-No nie wiem.. Będę dzwonić.
-Ale nie za dużo. Kochanie, głupio mi to mówić, ale wiesz rozmowy zagraniczne są bardzo drogie..
-Wiem, mamuś. Wiem...
-Co tam?!- do pokoju wpadł Szymon, młodszy brat Leny- Co wy beksy, ryczycie? Ja się cieszę, że Lena jedzie! Będę mógł spać w jej pokoju!
-Co to za hałasy?- jakby ich było mało, do pokoju wszedł także tata.- Płaczecie?
-Nie!- zbyt szybko zapewniła mama.
-Nie mogę zapiąć torby- dodała córka.
-Już pomagam.
Następną godzinę Malinowscy spędzili, pakując torby córki do auta, po czym wsiedli i ruszyli w drogę. Mieli do przebycia sporo kilometrów, bo dziewczyna musiała stawić się na warszawskim Okęciu. Ruszyli...

*U Wiktorii*
-Mamo! Schodzicie wreszcie?!- Wiktoria stała, oparta o marmurową poręcz schodów i krzyczała na rodziców. Jej głos roznosił się dużym echem po przestronnej willi. PO chwili na schodach zjawili się rodzice- tata, jak zwykle ubrany w garnitur oraz mama w krótkiej sukience i butach na platformach.
-Szczepan już zaniósł wszystkie walizki- powiedział pan Kiljański.
-Tak, biedny szofer, musiał ładować twoje bagaże chyba z godzinę!- zaczęła lamentować mama.
-O Boże, to chyba jego praca. Za coś mu musicie płacić! Jaaa..- Wiktoria wzniosła oczy do nieba. Była wściekła na rodziców. Nie miała zamiaru jechać na jakiś durny obóz językowy, no ale co poradzić, kiedy stawiają ci ultimatum- albo ten obóz i wyjazd na całe ferie z Dominikiem, jej chłopakiem albo wolność od języków obcych, ale nici z ferii. W drodze ostateczności szesnastolatka wybrała obóz i ferie. Tak czy siak miała za złe rodzicom, że próbują sterować jej życiem.
Po około czterdziestu minutach byli na Okęciu. Szczepan niósł walizki, a ona z rodzicami podążała za nim. Kiedy byli już w miejscu zbiórki i wykonano wszelkie formalności związane z odznaczaniem na liście, podpisem opiekunów prawnych itp. , nadszedł czas na pożegnania. Pani Kiljańska podeszła do córki, aby ją ucałować w policzek. Wiktoria niechętnie poddała się temu procederowi. To samo uczynił Tata. Zanim wpuszczono ją do samolotu, zaczęła dokładnie sprawdzać w torbie, czy wszystko ma. Wtedy obok niej stanęła jakaś dziewczyna, która żegnając się z rodzicami, płakała jak bóbr.
-O Boże, co za mameja..- mruknęła gniewnie, po czym wróciła do penetrowania torby.

*U Mileny*
Dziewczyna właśnie pożegnała się z rodzicami. Nie obyło się bez płaczu i obietnic o częstym telefonowaniu. Po tych czynnościach, Lena weszła do samolotu i zajęła miejsce przy oknie. Wlepiła nos w szybę i zaczęła machać rodzicom. Po chwili do samolotu weszła instruktorka i zaczęła sprawdzać obecność.
-Adamiak Bartosz.. Jest! ......Malinowska Milena?
-Jestem!
-Kiljańska Wiktoria?
Chwila ciszy. Wszyscy uczestnicy rozglądali się wkoło, kiedy nagle na pokład weszła ciemnowłosa dziewczyna z naburmuszoną miną.
-Jest!- warknęła.
-Zajmij wolne miejsce- instruktorka wskazała fotel obok Leny. Szesnastolatka usiadła na wskazanym miejscu. Kątem oka rozpoznała dziewczynę. "To ta od tych rozbeczanych rodziców"- pomyślała- "Boże... Cała podróż koło jakiejś mamei. Ekstra!"- przemknęło jej przez głowę.
"Ciekawe, czemu jest taka niemiła. Trafiła mi się jakaś naburmuszona lala, a nie kompanka. Ale mam farta, nie ma co!" - pomyślała w tej samej chwili Lena.


Oj dziewczyny, czeka was nużąca podróż. Ciekawe, co wam przyniesie Nowy Jork?


No i jak Wam się podoba 1-szy rozdział? Komentujcie, chętnie poznam opinie!
Ja tymczasem idę spać. Good night xoxo
  • awatar ilovetvd: @Agnesia: więc jej poleć, niech czyta. Hahaha ;D
  • awatar Agnesia: Blog w sam raz dla mojej koleżanki :P Buzka:)
  • awatar The Vampire Diaries 1018: Hej fajne wpisy jak jetses fanem Vampire Diaries to ma propozycie odpowiec na 5 pytan sa na mojim blogu to sie dowiez jaka jest cena ja ci na tym zalezy ja nie to,to ignoruj
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Witam wszystkich! Postanowiłam pisać blog, tak jakoś dziś mnie naszło. Jeszcze przeżywam wczorajszy odcinek The Vampire Diaries, kiedy to..Zresztą, nie powiem, co się działo (sami obejrzyjcie, polecam! <3). Myśląc o tym boskim serialu, postanowiłam pisać bloga o nim. Może krótko streszczę:
Dwie dziewczyny, z różnych światów, spotykają się na obozie językowym w Nowym Jorku. Niby nic, zwykły kurs... Gdyby nie to, że wśród osób przewija się mnóstwo postaci z serialu "The Vampire Diaries". Jak potoczą się losy dwóch dziewczyn, które w ogóle się nie polubiły, ale są skazane na siebie w NY? I jak zareagują na osoby z serialu "Pamiętniki Wampirów"?? Dowiecie się, czytając moje wypociny


Oto główne postacie:










#thevampirediaries , #stefansalvatore , #damonsalvaote, #miłość , #carolineforbes , #bonniebennett
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›